Podroz do Flores z Lanquin standardowo musiala przebiec nam z powiklaniami-taka nasza mala tradycja na tym wyjezdzie. Po 5 godzinach w trasie okazalo sie ze droga,ktora mielismy dojechac do regionu Peten zostala podmyta przez ulewne deszcze i sie...zawalila...jedyna mozliwosci objazdu wydluzala nam czas podrozy o 5godzin. Nie mielismy jednak innego wyjscia i ostatecznie we Flores zamiast godziny 15 bylismy o 20. Kompletnie padnieci podjelismy decyzje, ze jutro mamy dzien leń i na swiatynie Tikal pojedziemy dopiero pojutrze. Caly dzien po przyjezdzie minal nam na niespiesznym szwedaniu sie po okolicy, wycieczce lodzia wokol wyspy Flores (miejscowosc w ktorej sie zstrzymalismy znajduje sie na wyspie posrodku jeziora, prowadzi do niej tylko krotki most i jest popularnym miejscem wypadowum dla podrozujacych chcacych zwiedziec oddalony o ok 60km kompleks swiatyn Majow w Tikal), zaliczeniu pobliskich supermarketow (Maja chciala;) oraz drinkowaniu nad brzegiem jeziora. Wieczorkiem przekasilismy conieco na straganach rozgladajacych sie o tej porze dnia w okolicy promenady otaczajacej jezioro, a pozniej wrocilismy do naszego hostelu,gdzie sie jeszcze troche pobawilismy na imprezie. A hostel sam w sobie jest rewelacyjny-jedno z najlepszych miejsc do ktorych do tej pory trafilismy. Hostel Los Amigos to typowe miejsce spotkan plecakowiczow, z duza czescia wspolna w ktorej sie je, bawi, rozmawia o przebytych trasach itd. Jedna wielka komuna. Nasze pokoje tez byly nietypowe, bo spalismy w domkach na drzewie;) super miejsce, polecamy kazdemu! Kolejny dzien to bylo juz zwiedzanie swiatyn w Tikal, wyjazd rozpoczelismy o 8 ran, na miejscu bylismy przed 10 i do 15 ogladalismy pozostalosci swiatyn Majow. Przewodnika mielismy takiego, zebardziej zalezalo mu na pokazaniu nam kolejnego tukana czy dzieciola niz opowiadaniu o zabytkach. Ale w tym wszystkim byl tak pozytywny ze nikt mu nie zwracal uwagi. A same swiatynie zachowane w troche gorszym stanie niztte w meksykanskim Chchen Itza, wiekszosc z nich dopiero w trakcie renowacji. Dopiero w 1840 roku, po prawie 1000lat od porzucenia przez kulture Majow, zostaly one odkryte. Dzika dzungla porastajaca tutejsze tereny calkowicie pozarla budynki, dlatego odgurzowanie i odkopanie wiekszosc zabytkow zajmie jeszcze troche. A sam kompleks jest ogromny, my widzielismy tylko 23 procent budynkow,ktore poki co zostaly odkryte. Pozostala czesc ciagle lezy gdzies pod konarami 40m drzew...podsumowaujac bylismy zadowoleni z wypadu, zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia. Kolejnego dnia o 5 rano ruszamy dlaje w podroz-tym razem na dlugo oczekiwane przez Magde plazowanie do Belize.
31 października 2014
Flores/Tikal
Podroz do Flores z Lanquin standardowo musiala przebiec nam z powiklaniami-taka nasza mala tradycja na tym wyjezdzie. Po 5 godzinach w trasie okazalo sie ze droga,ktora mielismy dojechac do regionu Peten zostala podmyta przez ulewne deszcze i sie...zawalila...jedyna mozliwosci objazdu wydluzala nam czas podrozy o 5godzin. Nie mielismy jednak innego wyjscia i ostatecznie we Flores zamiast godziny 15 bylismy o 20. Kompletnie padnieci podjelismy decyzje, ze jutro mamy dzien leń i na swiatynie Tikal pojedziemy dopiero pojutrze. Caly dzien po przyjezdzie minal nam na niespiesznym szwedaniu sie po okolicy, wycieczce lodzia wokol wyspy Flores (miejscowosc w ktorej sie zstrzymalismy znajduje sie na wyspie posrodku jeziora, prowadzi do niej tylko krotki most i jest popularnym miejscem wypadowum dla podrozujacych chcacych zwiedziec oddalony o ok 60km kompleks swiatyn Majow w Tikal), zaliczeniu pobliskich supermarketow (Maja chciala;) oraz drinkowaniu nad brzegiem jeziora. Wieczorkiem przekasilismy conieco na straganach rozgladajacych sie o tej porze dnia w okolicy promenady otaczajacej jezioro, a pozniej wrocilismy do naszego hostelu,gdzie sie jeszcze troche pobawilismy na imprezie. A hostel sam w sobie jest rewelacyjny-jedno z najlepszych miejsc do ktorych do tej pory trafilismy. Hostel Los Amigos to typowe miejsce spotkan plecakowiczow, z duza czescia wspolna w ktorej sie je, bawi, rozmawia o przebytych trasach itd. Jedna wielka komuna. Nasze pokoje tez byly nietypowe, bo spalismy w domkach na drzewie;) super miejsce, polecamy kazdemu! Kolejny dzien to bylo juz zwiedzanie swiatyn w Tikal, wyjazd rozpoczelismy o 8 ran, na miejscu bylismy przed 10 i do 15 ogladalismy pozostalosci swiatyn Majow. Przewodnika mielismy takiego, zebardziej zalezalo mu na pokazaniu nam kolejnego tukana czy dzieciola niz opowiadaniu o zabytkach. Ale w tym wszystkim byl tak pozytywny ze nikt mu nie zwracal uwagi. A same swiatynie zachowane w troche gorszym stanie niztte w meksykanskim Chchen Itza, wiekszosc z nich dopiero w trakcie renowacji. Dopiero w 1840 roku, po prawie 1000lat od porzucenia przez kulture Majow, zostaly one odkryte. Dzika dzungla porastajaca tutejsze tereny calkowicie pozarla budynki, dlatego odgurzowanie i odkopanie wiekszosc zabytkow zajmie jeszcze troche. A sam kompleks jest ogromny, my widzielismy tylko 23 procent budynkow,ktore poki co zostaly odkryte. Pozostala czesc ciagle lezy gdzies pod konarami 40m drzew...podsumowaujac bylismy zadowoleni z wypadu, zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia. Kolejnego dnia o 5 rano ruszamy dlaje w podroz-tym razem na dlugo oczekiwane przez Magde plazowanie do Belize.
30 października 2014
Lanquin/Semuc Champey
Z okolic Lago Atitlan do Lanquin mielismy jechac ok 8 godzin,lecz podroz ostatecznie trwala 12 godzin. Powoli zaczynamy sie juz przyzwyczajac do tego ze kazdy przejazd ma okolo4-5godzinny poslizg.
Lanquin ma byc nasza baza wypadowa do Semuc Champey,gdzie znajduja sie jaskinie oraz slynne w Gwatemali tarasy wodne, podobne do chorwackich jezior Plitwickich. W Lanquin zatrzymalksmy sie w osrodku El Retiro,umiejscowionym nad sama rzeka i skladajacym sie z parunastu drewniano-bambusowych chatek. Zarowno my jak i inni mieszkancy osrodka z ktorymi rozmawialismy mieli licznych towarzyszy w pokojach typu zaby, karaluchy, gekony. Ale z racji na lokazliacje w srodku dzungli cieko sie temu dziwic-mimo to osrodek byl bardzo fajny i posiadal rewelacyjna kuchnie, ktora codziennie serwowala pyszne kolacje w postaci bufetu. Zwiedzanie okolicznych atrakcji postanowolismy zrohic w formie zorganiozwanego tour'u i byl to strzal w dziesiatke. Bylo bardzo intensywnie i ekstremalnie. Zaczelismy od jazdy przez dzungle na pace pick'upa,potem bylo eksplorowanie jaskini,splyw detkami po rzece,skakanie z mostu, trekking na punkt widokowy i na koniec plywanie w naturalnych basenach. Najbardziej ekstremalne bylo przejscie przez jaksinie.mkazdy uczestnik dostawal swieczke i...tyle;) bez kasku czy innych zabezpieczen. Szlo sie przez rwaca rzeke plyncaca przez jaksinie, wspinala po drabinkach gdy na glowe padal Ci wodospad. Trzeba bylo mocno walczyc zeby nurt Cie nie porwal. Wszyscy skonczyli z poobcieranymi kolanami i lokciami-najbardziej poszkodowana chyba Magda. Ja natomiast prawie skonczylem te eskapady bez mojej kamerki Gopro-podczas skoku do wody wmjednym z miejsc spadla mi ona z glowy i przy tak szybkim nurcie oraz calkowitcyh ciemnosciach bylem pewny ze juz po sprzecie. Zdazyl sie jednak cud -zatrzymala sie ona naszemu przewdonikowi na stopie i zdolal ja wyciagnac. Najgorsze bylo to ze wszystkie zdjecie na niej byly...cuda sie jednak zdazaja... Po takim dniu wszyscy byli padnieci,ale dostarczyl on nam niesamowitych wrazen. Magda jednakm delikatnie poprosila o spokojniejsza reszte wyjazdu;) mimo tego ze obie z Maja sobie swietnie poradzily. Jedyne czego Maja nie zrobila to skok z 12m mostu - totalnie tego z Michalem nie rozumielismy...;)uuczestnicy wyprawy nagminnie prosza o wspominanie o nich w postach,wiec teraz bede sie staral to poprawic:)
27 października 2014
26 października 2014
Lago Atitlan
Mam male opoznienie w pisaniu bloga,ale juz staram sie nadrobic zaleglosci. Ostatnio kiepsko mielismy z internetem,stad te zaleglosci. Z Antigua przejechalismy do miejscowosci San Pedro la Laguna,ktora znajduje sie nad jeziorem Atitlan. Jest to jedno z najbardziej znanych miejsc w Gwatemali ze wzgledu na swoja widowiskowosc-jezioro znajduje sie w kraterze stareho wulkanu i otoczone jest lrzez 3 mniejsze wulkany. My podczas naszego pobytu walczylismy troche z pogoda, ktoa z racji na pore roku oraz wysokie polozenie jeziora byla dosc zmienna. Ostatecznie udalo nam sie jednak oplynac lodka cale jezioro, zwiedzajac polozone nad nim wioski, wspiac sie nad ranem na puknkt widokowy Indian Nose i z niego podziwiac wschod slonca oraz poplywac po jeziorze kajaczkami. Miejsce bardzo przyjemne i kazxemu z nas sie podobalo. Mielosmy hostel z ladnym widokiem na jezioro i czesto ta chillowalismy bujajac sie w hamaczkach.
21 października 2014
Antigua Gwatemala i wulkan Pacaya
Ostatenie dwa dni spedzilismy w Antigua Gwatemala-starej stolicy panstwa,wielokrotnie zniszczonej przez trzesienia ziemi,z racji sasiedztwa trzech duzych wulkanow. Polozenie mkejscowosci jest niesamowite,a ona sama wpisana na swiatowa liste Unesco, z powodu swietnie zschowanej- pomimo wielokrotnych zniszczen -arcitektury kolonialnej. Udslo nam sie zobaczyc wiekszosc zabytkow,poczuc klimat miasta oraz sspiac sie na Wzgodze Krzyża skad rozposciera sie niesamowity widok na miasto oraz wulkan Aqua,ktory zniszczyl miescowosc w XVIII wieku. Drugiego dni pobytu zfobilsmy sobie rowniez wypad na oddalono o 1,5h jazdy stad wulkan Pacaya, gdzie mozna zobaczyc resztki zastyglej lawy z wybuchu wulkanu w marcu tego roku. Niesamowite uczucie chodxic po cidplej lawie, ktora doslownie pali podeszwy butow. Bylo tak cieplo ze przewodnik dal na marshmellows, ktore mozna bylo sobie podgrzac w oparach magmy.szkoda tylko ze pogoda podczas wypadu nie dopisala i co chwile siapil deszcze.OObecnie jestesmy juz nad jeziorem Atitlan i tutaj bedxiemy odpoczywac. Poki co Gwatemala kazdemu sie podoba -dziewczyny dzilne i nie narzekaja!
19 października 2014
Gwatemala welcome to..
Dzisiaj po 6h podrozy przemiescilismy sie do Antigua Guatemala-starej stolicy Gwatemali. Wyjechalismy z San Salvadoru ok hodziny 6 rano, dotarlismy do Gwatemala City gdzie zlapalismy kolejny bus do Antigua. Same formalnosci na granicy poszly dosc sprawnie,przeszlismy pieszo most beadacy granica miedzy dwoma panstwami i pojechalismh dalej w drogę. Po znalezieniu noclegu w Antigua Guatemala znowu musielismh chwile poczekac az przejdzie deszcz-powoli robi sie to tradycja ze ok 14 pada. Pozni3j troche sie rozpogodzilo i udalo nam sie poszwedac po miescie j zalatwic jutrzejszy wyjazd na wulkan Pacaya. samo miasteczko sprawia bardzo przyjemne wrazenei. Ck prawda jest tu sporo turystow, pzyjezdzajacychरtunuczyc sie hioszanskiego w liczncyh szkolach jezykowych,aleइmimo to jest klimatycznie . Cala miejscowosc ma brukowane uliczki, sporo starych znjszczonych przez trzesienia ziemii budowli i liczne miejsca gdziemmkzna kupic tutejsze rękodzieła. jutro o 6 wyjezdzamy na podboj wulkanu a popoludnnu dalej bedziemy zwiedzac okolice .
18 października 2014
San Salvador
Po meczacej i trwajacej 30 godzin podrozy udalo nam sie dotrzec do stolicy Salwadoru. Po spaniu na lotnisku i 12 godzinach w samolocie bylismy naprawde padnieci. Jedyne o czym myslelismy to poloyc sie spac-i dokladnie to zrohilismy po dotarciu do hotelu.
Z rana ruszylismy na zwiedzanie San Salwadoru i wlasciwie po 4 godzinach skonczylisny. Bo niewiele wiecej mozna tu zobaczyc. Mielismy jeszcze zaliczyc ogrod botniczny,ktory mocno byl polecany w przewodniku. Jednak jak tylko wsiedlismy do taksowki rozpadalo sie strasznie i taksowkarz ostrzegl nas ze juz do konca dnia bedzie tak lalo,wiec musielismy zmienic olany. Co prawda po 2 godzinach sie rozpogodzilo,ale nie podejmowalismy juz kolejnej proby zobacsenia ogrodu. Zrobilismy zakupy i poszlismy cos zjesc.PPoki co kazdemu sie bardzo podoba, a dziewczyny sa zachwycone pogoda-jest okolo 30 stopni ale na szczescie wilgotnosc niewielka. Dzisiaj udalo nam sie tez kupic bilety na jutro do Guatemala city, wiec o 5 w nocy ruszamy dalej.
13 października 2014
Destination Central America
Reaktywacja bloga po 2 latach - niestety w zeszłym roku na Kubie dostep do internetu był słabiutki, więc nie było jak go aktualizować. Tym razem zapowiada się pod tym względem lepiej, wiec znowu planuje regularnie aktualizowac bloga.
Za 3 dni wylatujemy do Ameryki Środkowej. Ladujemy w Salvadorze i robimy kółko zwiedzając Gwatemale oraz Honduras. Ekipa nowiutka : Madzia, Maja i Michał. Trzeba bedzie im zrobic chrzest bojowy. Podczas wyjazdu planujemy pochodzić troche po wulkanach, popływac na rafach (i moze zrobic kurs nurkowania), poszwedac sie po światyniach. Rejony te słyną z pięknej przyrody, wiec liczymy na jakies fajne trekkingi.
Za pare dni konkretniejsze wpisy - odliczamy godziny;)
Za 3 dni wylatujemy do Ameryki Środkowej. Ladujemy w Salvadorze i robimy kółko zwiedzając Gwatemale oraz Honduras. Ekipa nowiutka : Madzia, Maja i Michał. Trzeba bedzie im zrobic chrzest bojowy. Podczas wyjazdu planujemy pochodzić troche po wulkanach, popływac na rafach (i moze zrobic kurs nurkowania), poszwedac sie po światyniach. Rejony te słyną z pięknej przyrody, wiec liczymy na jakies fajne trekkingi.
Za pare dni konkretniejsze wpisy - odliczamy godziny;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)