Ostatnie dni naszego pobytu w Ameryce Srodkowej spedzamy na typowym byczeniu sie na plazy. 60km od stolicy Salvadpru znajduje sie mekka surferow-plaza El Tunco. Coeply ocean, czarny piasek na plazach,sslonce i blogi spokoj. Nic nam wiecej na koniec nie potrzeba. Dnie mijaja nam na prazeniu sie na sloncu (w koncu jest pogoda), spacerach po plazy i co najwazniejsze-stawianiu pierwszych krokow na desce surfingowej. Na poczatek wzielismy 1h z instruktorem a pozostale 3 dni probujemy sami. Z roznym skutkiem co prawda, ale Michal radzi sobie juz dosc dobrze. Jak sie okazalo -swiat jest maly i pierwszego dnia pobutu spotkalismy starych znajomych-Niemcow,ktorych poznalismy w Lanquin. Wiekszosc czasu spedzamy z nimi, bo tez probuja swoicj sil na desce. Czas mija nam tu powoli i dobrze, bo niestety juz jutro trzeba pakowac manatki i wracac do szarej Polski...
12 listopada 2014
8 listopada 2014
Santa Ana i jej wulkan
Ostatnie dwa dni spedzamy juz znowu w Salwadorze. Z copan przejechalismy busem do miejscowosxi Santa Ana. Po przyjezdzie zdazylismy jeszcze obejrzec miasto i po nim pospacerowac. Wywarlo na nas nadspodziewanie dobre wrazenie. Jest bardzo autentyczne i pelne tutejszego folkloru. Malo turystow tutaj przyjezdza i to ewidentnie widac. Wszyscy sie za nami ogladaja. Lubie takie pozytywne zaskoczenia jesli chodzi o miejsce, ktore mialo byc tylko nasza baza wypadowa na zwiedzanie wulkanu i takiej samej miejscowosci jak miasto. Wypad na wulkanymokazal sie bardzo udany, zorganizowany prawie calkowicie we wlasnym zakresie. Dojechalismy na miejsce chicken busami za 0,90 dolara, wstep do parku tez kosztowal grosze. Jedynum szkopulem okazalo sie to ze za wulkan mozna wejsc tylko w obstawie przewodniką i dwoch policjantow (sic!). Sam trekking trwal okolo 2h w kazda strone a to co nas spotkqlo na szczycie wulkanu -przepiekne. Wystarczy spojrzec na zdjeciea. Podczas trekkingu ponadto ciagle mielismy widok na sasiedni wulkan Izalco, ktory wyglada jak wwyjety z pocztowki. Poki co Salwadormodbieramy zdecydowanie na plus. Po samym przyjezdzie do stolicy nie mielismy okazji lepiej poznac miejsca. Z reszta jak to zazwyczaj bywa-prowincja jest znacznie bardziej ciekawa...:)
6 listopada 2014
Copan, Honduras
5 listopada 2014
Belize-Gwatemala-Honduras
Ostatnie pare dni spedzilismy w podrozy. Tak czesto przekraczalismy granice panstw, ze urzednicy gwatemalscy przestali nam juz wbijać pieczatki, widocznie stwierdzajac,ze jest to bezcelowe. A nasze przejazdy tez nie obyly sie bez przygod-z Placencii wydostalismy sie wodna taksowka,lecz w miejscowosci Independence okazalo sie ze z racji iz jest to niedziela najblizszy autobus do Punto Gorda skad mielismy plynac do Gwatemalo, mamy za 3 godziny i nie zdazymy na rzeczona lodz...dlatego podjelismy probe dostania sie dk portu w PG autostopem i wyszlo nam to nadspodziewanie latwo. W Belize nie jezdzi zbyt duzo aut z racji na droga benzyne, wiec praktycznie kazdy kto jechal droga jak zobaczyl grupke bialych machajacych rekami, ochoczo bral nas na pake swoich pick up'ow. Dojechalismymdo Punto Gorda przed czasem i bez problemu po 1h rejsu znalezlismy sie w miejscowości Livingstone w Gwatemali. Tam znalezlismy nocleg w hotelu King of Africa czymcos takiego, ktory byl stylizowany na zamek Sheherezady;) pogoda nas zdecydowanie tego dni nie rozpieszczala-zaciagnelo sie na dluzej i udalo nam sie jedynie uskutecznic krotki spacer po miescie i nauczyc obsluge jednej z knajp jak sie obsluguje portal do kart platniczych. Z samego rana przeplunelismy malownicza RiomDulce do miejscowosci o tej samej nazwie, skad z 7 przesiadkami udalo nam sie dostac do miejscowosci Copan Ruinas w Hondurasie. Dzisiaj pozwololismy sobei troche odespac wczorajsza dluga podroz i dopiero ok godziny 14, po wcsesniejszym obejsciu miasteczka pojechalismy wygrzac sie w goracych zrodlach. Droga tam byla tragiczna, wiodla gorskimi prseleczami,ktore musielismy pokonywac w deszcze. W polowie mielismy juz ochote zawracac, ale na szczescie dotarlismy do celu i bylismy mega pozytywnie zaskoczeni. Wody termalne rewelacyjne, super sie tam zregenerowalismy. Mamy nadzieje ze w najblizszych dniach pogoda chociaz troche sie poprawi i uraczymy troche slonca przed powrotem. Jutro planujemy zobaczyc swiatynie Majow w Copan.
3 listopada 2014
Placencia, Belize
k Do Placenciqa przyjechalismy z Flores z zalozeniem pobyczenia sie na plazy. Poczatkowo wyladowalismy w innej miejscowosci,ktora sie nazywala Hopkins, jednak ze wzgledu na kiepska jakosc plaz i ogolnie obraz miejscowowsci zdecydowalismy sie tego samego dnia przejechac dalej na polwysep Placencia. Tutaj znalezlismy super nocleg w chatce na plazy i przez ostatnie 5 dni odpoczywalismy. Co prawda pogoda byla bardzo w kratke,ale udalo nam aie troche wygrzac na sloncu, pomprezowac na imprezie Halloween, wybrac na ogladanie manatow w pobliskiej lagunie i ogolnie odpoczac po intensywnym poczatku wyjazdu. Kolejny cel podrozy to miejscowosc Livingston w Gwatemali-powoli zaczynamy sie kierowac w strone Salwadoru.
31 października 2014
Flores/Tikal
Podroz do Flores z Lanquin standardowo musiala przebiec nam z powiklaniami-taka nasza mala tradycja na tym wyjezdzie. Po 5 godzinach w trasie okazalo sie ze droga,ktora mielismy dojechac do regionu Peten zostala podmyta przez ulewne deszcze i sie...zawalila...jedyna mozliwosci objazdu wydluzala nam czas podrozy o 5godzin. Nie mielismy jednak innego wyjscia i ostatecznie we Flores zamiast godziny 15 bylismy o 20. Kompletnie padnieci podjelismy decyzje, ze jutro mamy dzien leń i na swiatynie Tikal pojedziemy dopiero pojutrze. Caly dzien po przyjezdzie minal nam na niespiesznym szwedaniu sie po okolicy, wycieczce lodzia wokol wyspy Flores (miejscowosc w ktorej sie zstrzymalismy znajduje sie na wyspie posrodku jeziora, prowadzi do niej tylko krotki most i jest popularnym miejscem wypadowum dla podrozujacych chcacych zwiedziec oddalony o ok 60km kompleks swiatyn Majow w Tikal), zaliczeniu pobliskich supermarketow (Maja chciala;) oraz drinkowaniu nad brzegiem jeziora. Wieczorkiem przekasilismy conieco na straganach rozgladajacych sie o tej porze dnia w okolicy promenady otaczajacej jezioro, a pozniej wrocilismy do naszego hostelu,gdzie sie jeszcze troche pobawilismy na imprezie. A hostel sam w sobie jest rewelacyjny-jedno z najlepszych miejsc do ktorych do tej pory trafilismy. Hostel Los Amigos to typowe miejsce spotkan plecakowiczow, z duza czescia wspolna w ktorej sie je, bawi, rozmawia o przebytych trasach itd. Jedna wielka komuna. Nasze pokoje tez byly nietypowe, bo spalismy w domkach na drzewie;) super miejsce, polecamy kazdemu! Kolejny dzien to bylo juz zwiedzanie swiatyn w Tikal, wyjazd rozpoczelismy o 8 ran, na miejscu bylismy przed 10 i do 15 ogladalismy pozostalosci swiatyn Majow. Przewodnika mielismy takiego, zebardziej zalezalo mu na pokazaniu nam kolejnego tukana czy dzieciola niz opowiadaniu o zabytkach. Ale w tym wszystkim byl tak pozytywny ze nikt mu nie zwracal uwagi. A same swiatynie zachowane w troche gorszym stanie niztte w meksykanskim Chchen Itza, wiekszosc z nich dopiero w trakcie renowacji. Dopiero w 1840 roku, po prawie 1000lat od porzucenia przez kulture Majow, zostaly one odkryte. Dzika dzungla porastajaca tutejsze tereny calkowicie pozarla budynki, dlatego odgurzowanie i odkopanie wiekszosc zabytkow zajmie jeszcze troche. A sam kompleks jest ogromny, my widzielismy tylko 23 procent budynkow,ktore poki co zostaly odkryte. Pozostala czesc ciagle lezy gdzies pod konarami 40m drzew...podsumowaujac bylismy zadowoleni z wypadu, zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia. Kolejnego dnia o 5 rano ruszamy dlaje w podroz-tym razem na dlugo oczekiwane przez Magde plazowanie do Belize.
30 października 2014
Lanquin/Semuc Champey
Z okolic Lago Atitlan do Lanquin mielismy jechac ok 8 godzin,lecz podroz ostatecznie trwala 12 godzin. Powoli zaczynamy sie juz przyzwyczajac do tego ze kazdy przejazd ma okolo4-5godzinny poslizg.
Lanquin ma byc nasza baza wypadowa do Semuc Champey,gdzie znajduja sie jaskinie oraz slynne w Gwatemali tarasy wodne, podobne do chorwackich jezior Plitwickich. W Lanquin zatrzymalksmy sie w osrodku El Retiro,umiejscowionym nad sama rzeka i skladajacym sie z parunastu drewniano-bambusowych chatek. Zarowno my jak i inni mieszkancy osrodka z ktorymi rozmawialismy mieli licznych towarzyszy w pokojach typu zaby, karaluchy, gekony. Ale z racji na lokazliacje w srodku dzungli cieko sie temu dziwic-mimo to osrodek byl bardzo fajny i posiadal rewelacyjna kuchnie, ktora codziennie serwowala pyszne kolacje w postaci bufetu. Zwiedzanie okolicznych atrakcji postanowolismy zrohic w formie zorganiozwanego tour'u i byl to strzal w dziesiatke. Bylo bardzo intensywnie i ekstremalnie. Zaczelismy od jazdy przez dzungle na pace pick'upa,potem bylo eksplorowanie jaskini,splyw detkami po rzece,skakanie z mostu, trekking na punkt widokowy i na koniec plywanie w naturalnych basenach. Najbardziej ekstremalne bylo przejscie przez jaksinie.mkazdy uczestnik dostawal swieczke i...tyle;) bez kasku czy innych zabezpieczen. Szlo sie przez rwaca rzeke plyncaca przez jaksinie, wspinala po drabinkach gdy na glowe padal Ci wodospad. Trzeba bylo mocno walczyc zeby nurt Cie nie porwal. Wszyscy skonczyli z poobcieranymi kolanami i lokciami-najbardziej poszkodowana chyba Magda. Ja natomiast prawie skonczylem te eskapady bez mojej kamerki Gopro-podczas skoku do wody wmjednym z miejsc spadla mi ona z glowy i przy tak szybkim nurcie oraz calkowitcyh ciemnosciach bylem pewny ze juz po sprzecie. Zdazyl sie jednak cud -zatrzymala sie ona naszemu przewdonikowi na stopie i zdolal ja wyciagnac. Najgorsze bylo to ze wszystkie zdjecie na niej byly...cuda sie jednak zdazaja... Po takim dniu wszyscy byli padnieci,ale dostarczyl on nam niesamowitych wrazen. Magda jednakm delikatnie poprosila o spokojniejsza reszte wyjazdu;) mimo tego ze obie z Maja sobie swietnie poradzily. Jedyne czego Maja nie zrobila to skok z 12m mostu - totalnie tego z Michalem nie rozumielismy...;)uuczestnicy wyprawy nagminnie prosza o wspominanie o nich w postach,wiec teraz bede sie staral to poprawic:)
27 października 2014
26 października 2014
Lago Atitlan
Mam male opoznienie w pisaniu bloga,ale juz staram sie nadrobic zaleglosci. Ostatnio kiepsko mielismy z internetem,stad te zaleglosci. Z Antigua przejechalismy do miejscowosci San Pedro la Laguna,ktora znajduje sie nad jeziorem Atitlan. Jest to jedno z najbardziej znanych miejsc w Gwatemali ze wzgledu na swoja widowiskowosc-jezioro znajduje sie w kraterze stareho wulkanu i otoczone jest lrzez 3 mniejsze wulkany. My podczas naszego pobytu walczylismy troche z pogoda, ktoa z racji na pore roku oraz wysokie polozenie jeziora byla dosc zmienna. Ostatecznie udalo nam sie jednak oplynac lodka cale jezioro, zwiedzajac polozone nad nim wioski, wspiac sie nad ranem na puknkt widokowy Indian Nose i z niego podziwiac wschod slonca oraz poplywac po jeziorze kajaczkami. Miejsce bardzo przyjemne i kazxemu z nas sie podobalo. Mielosmy hostel z ladnym widokiem na jezioro i czesto ta chillowalismy bujajac sie w hamaczkach.
21 października 2014
Antigua Gwatemala i wulkan Pacaya
Ostatenie dwa dni spedzilismy w Antigua Gwatemala-starej stolicy panstwa,wielokrotnie zniszczonej przez trzesienia ziemi,z racji sasiedztwa trzech duzych wulkanow. Polozenie mkejscowosci jest niesamowite,a ona sama wpisana na swiatowa liste Unesco, z powodu swietnie zschowanej- pomimo wielokrotnych zniszczen -arcitektury kolonialnej. Udslo nam sie zobaczyc wiekszosc zabytkow,poczuc klimat miasta oraz sspiac sie na Wzgodze Krzyża skad rozposciera sie niesamowity widok na miasto oraz wulkan Aqua,ktory zniszczyl miescowosc w XVIII wieku. Drugiego dni pobytu zfobilsmy sobie rowniez wypad na oddalono o 1,5h jazdy stad wulkan Pacaya, gdzie mozna zobaczyc resztki zastyglej lawy z wybuchu wulkanu w marcu tego roku. Niesamowite uczucie chodxic po cidplej lawie, ktora doslownie pali podeszwy butow. Bylo tak cieplo ze przewodnik dal na marshmellows, ktore mozna bylo sobie podgrzac w oparach magmy.szkoda tylko ze pogoda podczas wypadu nie dopisala i co chwile siapil deszcze.OObecnie jestesmy juz nad jeziorem Atitlan i tutaj bedxiemy odpoczywac. Poki co Gwatemala kazdemu sie podoba -dziewczyny dzilne i nie narzekaja!
Subskrybuj:
Posty (Atom)