




Dzisiaj pogoda byla dla nas zdecydowanie bardziej łaskawa. Nie bylo ani za goraco,ani deszczowo-wprost idealnie na zobaczenie awiarium oraz starozytnych ruin Copan. Zaczelismy od parku ptakow,gdzie dostalismy sie tuk-tukiem. Samo miejsce bardzo fajne, z zalozenia jest osrodkiem do rekonwalescencji chorych Ar, a takze ma na celu odbudowanie populacji tego gatunku, ktory w przeszlosci gesto zasiedlal te tereny i mocno jest zwiazany z kultura Majow, ktorzy mieszkali w tej okolicy. W ogrodzie oprocz ptakow spora atrakcja okazaly sie licze pajaki,czesto wielkosci piesci, ktore szczegolnie upodobal sobie Michal- Maja stwierdzila z rozzaleniem, ze po wyjeździe beda one mialy wiecej fotek zrobionych przez jej meza niz ona sama... Z parku papug pojechalismy-znowu tuktukiem, tylko tym razem w 4 w jednym;)- obejrzec ruiny Majow. Wywarly one na mnie wieksze wrazenie niz te w Tikal. Sa zgrupowane na mniejszym terenie, bardziej zdobne i lepiej utrzymane. Widac ze Honduranczycy (?) Przykladaja wikesza wage do ich renowacjini utrzymaniu w dobrej kondycji. Podczas naszego zwiedzania sporo bylo np osob, ktore swiatynie zamiataly z opadlych lisci. Wszedzie bylo czysciutko. Ponadto udalo nam sie zobaczyc kapibary buszujace w dzungli-w Tikal ich nie bylo! Ogolnie bardzo przyjemny dzien, zakonczonynpyszna kolacja. JUtro znowu skaczemy po krajach- z Hondurasu, przez Gwatemale (znienawidza nas na granicy...) do Salwadoru.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz