28 lipca 2009

Another day in Sagada





Dzisiaj z rana zebralismy sie i ruszylismy do tutejszej jaskini. Super przygoda, totalnie dzikie przejscie z jednym przewodnikiem, z czolganiem sie przez waskie szczeliny, brodzeniem po pas w wodzie i wspinaniem na strome skalki. Takiego czegos raczej sie nie doswiadcza w Polsce czy Europie. Po okolo 3 godzinach takiej wyprawy bylismy totalnie zmeczeni. Potem udalo nam sie jeszcze wybrac na szukanie starszyzny z tutejszej wsi, ktora miala byc przebrana w tradycyjne stroje- tzw G-strings, ale niestety ok 12 zbieraja sie i ida w las tam wypelniac obrzadki, dlatego sie z nimi minelismy:/

Teraz czekam na tutejsza potrawe- Pinic Pican, ktora jest robiona z powoli zabijanego kurczaka, tak by jego mieso bylo miekkie. Podaj sie to z ryzem i czyms jeszcze - -dokladniej bede wiedzial za godzine:)

Wrzucam jeszcze pare zdjec dzieciakow filipinskich, ktore sa chyba najbardziej usmiechnietymi i pozytywnymi dziecmi jakie widzialem. ciagle sie do nas usmiechaja, machaja, wolaja "hallo":) dzisiaj przypadkiem trafilismy do szkoly, gdzie zostalem zaatakowany przez takie szkraby:) swoja droga raj dla Bubiego-jesli czyta tego bloga:D
jutro spadamy do Benaue...

27 lipca 2009

Sagada & Balut







Wczoraj dotarlismy do Sagady. Przejazd z Baguio trwal 7h a droga byla masakryczna - jechalismy ciagle na wysokosci ok 2000 metrow, byla to najbardziej kreta droga jaka jechalem, a kondycja i aparycja autobusuy tez byla nienajlepsza - troche to wszystko rekompoensowaly nam super widoki i pojawiajace sie co chwile tarasy, ale jeszcze nie ryzowe:) Ok 16 dotarlismy na miejsce i zaczelismy szukac hostelu - znalezlismy bardzo przyjemny i czysty(co na standadry filipinskiue wcale nie jest norma;)) za 150 peso, co w przeliczeniu na zlotowki daje ok 10 zl:D cena jak najbardziej nam sie podobala - tak a propos cen to tu jest ogoolnie bardzo tanio - dziennie na nocleg, transport, wyzywienie i inne wydatki starcza mi ok 40 zl;D

PO rozpakowaaniu ruszylismy na miacho, ktore sklada sie z jednej ulicy:P kupilismy sobie owoce na kolacje i w drodze powrotnej przypadkiem trafilismy na stoisko z Balutami, na ktore szykowalem sie juz od paru dni, ale odkladalem to w czasie najdalej jak moglem:p Balut - to gotowane jajko kurze z 14 lub 17 dniowym zarodkiem w srodku. Te 17 dniowe sa dla tubylcow a 14 dniowe dla turystow. Z moim szczesciem mi musial sie trafic ten 17 dniowy, ktory mial juz piorka i w ogole mozna bylo poznac ze to kurczak:/ no ale coz -raz kozie smierc:)
NIe bylo takie zle jak sie wydawalo - ogolnie gorzej wygladalo niz smakowalo - nie dalem rady zjesc glowki z oczkami i dziobem, za to kuperek jak najbardziej:D ale chyba nie jest to najsmaszniejszy z przysmakow ktore jadlem - dzisiaj np probowalem deser z lodem mlekiem i masa owocow i innych rzeczy, ktory byl pyszny - nazywa sie HolaHola.


Dzisiaj pozwolilismy sobie na dluzszy sen-w koncu waunki byly lepsze:) ok 11 ruszylismy na trase Echo Valley zeby obejrzec wiszace trumny i przejsc podziemna rzeka:) w przewodnikach trasa byla zalecana do przejscia z przewodnikiem, ale my postanowilismy ruszyc sami - co potem spowodowalo pare ciekawych przygod mn. pare razy zgubienie drogi, brodzenie po pas w wodzie w jaskini i lazenie po rzece w japonkach( to jak tak inteligentnie przygotowalem sie do przejscie podziemna rzeka:/, ze wlasnie japonki wzialem oprocz adidasow) ale ogolnie bylo smiesznie, widoczki przyjemce, chociaz wiszacych trumien nie za duzo. Jutro planujemy jaskinie i wodospady jesli wyrobimy sie z czasem.
Potem ruszamy do Benaue ogladac tarasy ryzowe. Odezwe sie najprawdopodobniej stamtad. Pozdro

25 lipca 2009

Powyspowo





Wlasnie udalo mi sie wydostac z PArku 100 Wysep - bardzo przyjemne miejsce. Udalo nam sie tam wynajac lodz, ktora obwiozla na po wszyskich ciekawszych wysepkach, a nastepnie na wybrane przez nas zostawila na 2 noce. Dwa dni w dziczy, bez slodkiej wody, elektrycznosci i sklepow. Wszystko potrzebne trzeba bylo zabrac ze soba:) ale przygoda bardzo fajna. Czas uplywal nam glownie na smazeniu sie na sloncu, nurkowaniu na poibliskiej rafie i plywaniu z wyspy na wyspe. Blogie lenistwo! Na wyspie mieszkalo paru "tubylcow" z ktorymi udalo nam sie zaprzyjaznic - najbardziej chyba z mala Lee Anne, ktora ciagle za nami biegala(jest na zdjeciu), i strasza pania Corazon, ktora straszanie wkrecila sie w nauke nas jezyka angielskiego i historii Filipin:) Bylismy tez czestowani potrawami z ryb, ktore zostaly przez nich wylowione, niektore naprawde delicious;)
Troche szkoda bylo wyjezdzac, ale przed nami jeszcze pare plaz na Filipinach i slynne plaze Malezyjskie i Tajlandzkie - takze jakos przezylismy pozegnanie z nasza Quezon Island.

Teraz jestem w Baguio gdzie mamy przystanek w drodze na polnoc Luzonu - do Sagady i Benaue. Najpierw planujemy Sagade z jej jaskiniami, wodospadami i wiszacymi trumnami, a potem jedziemy ogladac tarasy yzowe w Benaue. Jak bedzie internet to wpisy beda czestsze:)
Pzdr

22 lipca 2009

Afterparty




Znowi pisze, bo zaraz wyjezdzamy z Manili, a tutak w guesthousie mam w miare dobre polaczenie, nie wiem jak bedzie potem.
Wczorajszy dzien w Manili byl niesamowity. Po przylocie ruszylismy na miacho cos zjesc i poogladac. Ogolnie Manili jest syfiasta, brudna i biedna. Wszedzie jest pelno zebrakow, a dzieci sraja na ulicy do kanalow. Jest jednak na co popatrzec, dla mnie osobliwoscia sa jeepney'e, czyli pozostale w spadku po amerykanach jeepy przerobione na cos w stylu autobusow-sa bardzo kolorowo malowane i oryginalne - zobaczyciena zdjeciu. W Manili nie ma za duzo zabytkow, wlasciwie jest tylko stary fort Intramuros, Kosciol sw Augusta i Park Rizala - nam udalo sie to zwiedzic w 3 godziny - wracajac zlapala nas ulewa, ktora postanowilismy przeczekac pod jakims daszkiem. Zobaczyl to pewien filipinczyk i zaprosil nas do srodka do budynku zebysmy tam przeczekali. Jak sie okazalo byl to budynek najlepszegu uniwersytetu w Manili, a on byl jednym z najlepszych prawnikow w miescie. Filipinczycy sa bardzo gtoscinni i Ci tu tez wczuli sie bardzo w role, oprowadzali nas po uniwersytecie, a potem poinformowali ze zaprasza na s na spotkanie prorektor uczelni, ktory ma zamiar w przyszlych wyborach kandydowac do urzedu prezydenta:) ostatecznie nie udalo mu sie dotrzec na spotknie z nami;) ale poznalismy jgo brata i tego prawnkia blizej, posiedzielismy troche przy jakichs tutejszych specjalach (ciasta z owocow o ktorych pierwzy raz slyszalem), a potem oni zaproponowali nam ze wezma nas na impreze:) ok 21 odebrali nas z GH i zabrali pokazac Manile noca. Bylo bardzo smieszne i mielismy impreze sponsorowana przez prawnik0w:) Wiecej ludzi w klubach pojawilo sie wlasciwie dopiero ok 12, atmosfera byla troche jak na wroclawskim rynku. Ja sie swetnie bawilem a nowi znaomi zaproponowali kolejna impreze po naszym powrocie do Manili:)
Zbieram sie w droge - ruszamy do ALaminos i Parku 100 wysep - chcemy ena wynajac tylko dla nas:D pzdr

21 lipca 2009

jush na filipinach






Yo!
Wlasnie dotarlem do Manili, mam troche szybsze lacze - tu juz sa;) to troche wiecej napisze.
Hong Kong jako miasto malo mi sie podobal, nie umywa sie do njujorku, ladniejsze sa okoliczne wypsy, ktore troche przypominaly mi Hawaje. Wracajac do miasta to wszytsko tam smierdzi, chinczycy ktorzy mieli znac swietnie angielski rzadko kiedy wiedzieli o co chodzi... Podobalo mi sie w sumie jedynie nadbrzeze, opera i widoczki wieczorem, no i mieli tez dobre zarcie:) Kasy za duzo nie trzeba bylo tam wydawac, chociaz zeny dosc porownywalne jak w Polsce, ale mozna tez znalezc ulice ze sklepami Diora, Chanel itd gdzie mozna ostro poplynac z kasa - aha jeszcze jedna rzecz mi sie podobala, styl mubierania mlodych hong-konczykow(?), czesto zabawanie i z pomyslem, a furore robia tu ciagle kalosze, ktore nosza do wszytskiego - faceci tez
Ostatnia noc w Hong Kongu zostala spedzona na lotnisku, bo samolot na Filpiny mielismy z samegio rana i wlasciwie nie bylo zadnego normalnego polaczenia, zeby rano dojechac, wiec pospac nie pospalem, do tego mamusia musiala zadzwonic o 3 w nocy, bo dalej nie rozumie ze trzeba dodac 7 h do czasu Polskiego;)

Ogolnie Hong-Kong okazal sie ciekawym doswiadczeniem, chociaz za bardzo mnie nie urzekl. Troche obawiam sie ze w drodze powrotnej , kiedy to mamy znowu postoj w HK (5dniowy), mozemy sie troche nudzic... ale to dopiero za 40 dni:D

NO i w koncu ntroche fotek:D

18 lipca 2009

hong kong

Jestem w Hong-Kongu. Jest cholernie goraco,skwar jak w saunie,albo na peronie nowojorskiego metra(kto byl to wie o czym mowie). Pierwszy dzien na Lantau, dzisiaj przenieslismy sie do HK city,bo nadciaga tajfun. Ogolnie spoko tylkomga goraco. we wtorek ruszamy doManili na filipinach. Jak bedemial szybsze lacze to wrzuce fotki i wiecej napisze. Pozdroz sauny!

15 lipca 2009

No to ruszam

Dzisiaj Wawa, jutro wylot do Hong Kongu:)
No to lecim... http://robaczysik.wrzuta.pl/film/0ps7ZLzekgN/jason_mraz_-_i_m_yours

13 lipca 2009

Pierwszy wpis - za 4 dni wylot:)

Witam,
gdyby ktoś mi kiedyś powiedział że będę pisał bloga, to pewnie na miejscu bym go wyśmiał. Nigdy nie kręciło mnie pisanie pamiętników, a już tym bardziej takich które będą czytały inne osoby - czyli Wy:p
Ale cóż, trochę zostałem zmuszony zaistniałą sytuacją. Za parę dni wyjeżdżam na 1,5 miesiąca do Azji południowo-wschodniej i doszedłem do wniosku, iż odpisywanie każdemu na maile które dostane w czasie podróży bedzie dla mnie troche męczące ( bez urazy), dlatego postanowiłem ułatwić sobie trochę sprawę, zakładajac ten blog z zamiarem opisywania przebiegu podróży:)
To tak na wstępie... Pewnie większość z was juz orientuje się mniej wiecej dokąd zmierzam, ale po krótce jeszcze przypomne - wylot w najbliższy czwartek tj. 16.07. - najpierw Hong-Kong, potem dłuższy pobyt na Filipinach, następnie 20 dni w Malezji i Tajlandii i powró do Polski z 4 dnowym przystankiem w Hong-Kongu. Mam nadzieję, że będę miał dość często dostęp do internetu i posty będą pojawiały się w miarę regularnie. Na razie to chyba tyle - następny post najparwdopodobnije z Hong Kongu:) pzdr