17 lipca 2012

Koh Rong Island

                                                Imprezka w Sihanoukville
Widok z bungalowu


ukochane shake;usie




bajkowa woda


kolacyjka
  Ostatnie 4 dni przesiedzilismy na wyspie Koh Ron, polozonej ok 10km od wybrzeza Kambodzy. Nie spodziewalem sie tego co zobaczylem - pozytywne zaskoczenie. Przepiekne plaze, super pogoda, upal ok 40 stopni, codziennie na kolacyjke swiezy seefood za darmoche. Czego chciec wiecej. Ciezko bylo wyjezdzac, ale pojutrze mamy juz samolot powrotny do Sajgonu, wiec trzeba ruszac dalej. Nie bede wiecej pisal. Miejsce jest bajkowe i bardzo dziewicze. Boje sie, ze za pare lat moze tam tez dotrzec bardziej zaawansowana turystyka w postaci 5cio gwiazdkowych hoteli. Wiec jesli komus sie spodobalo i chce sie wybrac to trzeba sie spieszyc.

PS - w Sajgonie juz bylem, wiec raqczej posta stamtad nie bedzie. Widzimy sie wiec niedlugo w Polsce. Dzieki za czytanie bloga i komentarze!!

Phnom Penh



    Phnom Penh jest stolica Kambodzy jednak z relacji wielu osob slyszelismy, ze nie ma sensu zostawac tutaj na dluzej, gdyz niewiele jest do zobaczenia, a samo miasto tez nie ma specjalnego klimatu. I te opinie sie potwierdzily - bylismy tutaj praktycznie jedna noc i pol dnia, ale wystarczylo na zobaczenie najwiekszych atrkacji miasta - Palacu Krolewskiego i Wiezienia S-21. Wieksze wrqzenie wywarlo wizienie, w ktorym za rezimu khmerskiego zabito 20 tys mieszkancow kambodzy, podejrzewanych o spiskowanie przeciwko rezimowi. Wiezienie zostalo stworzone w przeksztalconej w tym kierunku szkole - przytlaczajace wrazenie robia sale lekcyjne, w ktorych wywieszono zdjecia zamordowanych tam ludzi. To miejsce jest zdecydowanie godne polecenia. Mozna tez pojechac na polozone pod miastem Killing Fields, na ktorych chowano zamorodwanych w wiezieniu. My jednak po sporej dawce emocji z wiezienia, postanowilismy odposcic sobie pola smierci. tego samego dnia co zwiedzalismy pojechalismy do oddalonego o 240km Sihanoukville, skad nastepnego dnia mielismy sie udac na rajskie wyspy...

12 lipca 2012

Battambang

francuska zabudowa Battambang


Bamboo Train

rozlozony


wymijanie na torach

skladanie pociagu

farma krokodylii
   Ostatnie pare dni sa bardzo intensywne w naszym wykonaniu, bo od soboty chcemy juz byc na wyspach i sie byczyc przez jakis czas. Dlatego w kolejnej po Siem Reap miejscowosc - Battambang - bylismy tylko jeden dzien, ale bylo to wystarczajaco duzo czasu, zeby zobaczyc wszystko co na miejscu. czyli pierwszego dnia po przyjezdzie okolo godziny 13 poszlismy na spacer po miescie, zeby zobaczyc pare swiatyn i ogolnie sie zorietnowac co w miejscowosci jest. Jednak nasz spacer skonczyl sie dosc szybko, bo slonce swiecilo niemilosiernie i musielismy sie schowac w hotelu( co ostatecznie i tak wyszlo nam na dobre, bo rozszalala sie taka burza, ze ulicami plynela rzeka). Miasto nie jest zbyt turystycznym miejscem, jest dosc autentyczne, co tez bylo dosc spora ciekawostka.
  Kolejnego dnia zwiedziilismy najwieksza atrakcje Battambang, czyli Bamboo train - jedyne takie miejsca na swiecie, gdzie lokalna ludnosc przemieszcza sie po starych torach kolejowych wlasnej produkcji pociagiem - zbudowanych z metalowych kol i reszty z bambusa. Co jeszcze jest specyficzne, sa tylko jedne tory, wiec gdy nadjezdzaja dwa pociagi z naprzeciwka ten, w ktorym jest mniej pasazerow musi zostac "rozebrany" i przepuscic drugi pociag:) Duzo bylo przy tym frajdy, "motorniczy"chyba z 4 razy musieli rozkladac pociagi w czasie jazdy. A sam pociag tez do najwolniejszych nie nalezal, wiec sama jazda tez byla przyjemna ( o 9 rano bylo juz z 36 stopni, wiec byla to choc chwilowa ochloda). Ostatnia rzecz , ktora mielismy zobaczyc w miescie byla farma krokodyli - polozona praktycznie w samym centrum miejscowosci. Jest tam hodowanych 800 doroslych krokodyli, a nam dodatkowo poszczescilo sie, bo tydzien wczesniej z jaj wykuly sie mlode i mieelismy mozliwosc potrzymac takie male potwory na rekach. Nawet przjemne byly w dotyku. Jak zapytalem o cene to okazlao sie , ze jeden kosztuje 12 dolarow - tyle co swinka morska w Polsce. Chce takiego zwierzaka!!:D  Podobno na farmie nie zabija sie zwierzat dla ich skory, jednak gdy pytalismy co sie dzieje ze sprzedawanym mlodymi zapadala cisza... business ze skor krokodyli w Kambodzy ma sie dobrze, o czym swiadcza chociazby liczne sklepy z torebkami, psakami itd wyrabianymi ze skory tych zwierzat.
   Okolo poludnia mielismy kolejny autobus - tym razem do stolicy, Phnom Penh. Przejazd zajal ok 6 godzin, jutro dalsze zwiedzanie, a od soboty rajskie wyspy.

10 lipca 2012

Angkor Wat

slynny Angkor Wat


Brama do Angkor Phrom

Bayon

Bayon

Wat Phro

po tych swiatyniach biegala Angelina;)





i can handle that!


szczerze nienawidze tego roweru, nie moj size...
 

   Od dwoch dni jestesmy juz w Kambodzy, gdzie naszym pierwszym punktem wyjazdu jest miast Siem Reap, ktore znajduje sie 5km od najwiekszej atrakcji kraju, czyli kompleksu swiatyn Angkor Wat. Zostal on niedawno wybrany za jeden z 8 nowych cudow swiata. Przyjechalismy tutaj dosc podekscytowani, bo miala to byc wisienka na torcie w czasie naszej podrozy. Nasluchalem sie wielu pozytywnych opinie o tym miejscu i rzeczywiscie wcale sie nie zawiodlem. Zabytek jest fantastyczny, ma tylko jeden minus, ale o tym na koniec.
  Angkor mozna zwiedzac z 3 roznymi biletami: 1, 3 lub 7 dniowym. My wybralismy opcje 3 dniowa, mino ze bedziemy tutaj 2 dni. Po rozmowach z roznymi ludzmi w czasie mojej podrozy doszedlem do wniosku, ze to bedzie optymalna dlugosc zwiedzania. W jeden dzien nie zobaczylibysmy tyle ile bysmy chcieli, poza tym nikt nie lubi biegac z wywieszonym jezorem. Natomiast w 3ci dzien ogladania bylibysmy juz chyba znuzeni swityniami. Jestm juz po, wiec moge stwierdzic ze dezycja byla sluszna. Angkor jest ogromny, switynie sa porozrzucane na obszare 1000km2, wiec naprawde jest co ogladac. My wybralismy opcje rowerowa, chociaz mozna tez bylo riksza, skuterem, czy busem. Co prawda nasza skora(slonce) i tylki(siodelka) to odczuly, ale przy takkich atrakcjach u boku nie ma co narzekac. Zwiedzanie zaczynalismy ok8-9, a do hostelu wracalismy ok 18. W ciagu dnia praktycznie nie bylo przerw. Dystanse do pokonania tez byly pokazne,. Policzylem, ze pierwszego dnia przejechalem 47km, a dzisiaj (przez zabladzenie, dzieki ktoremu moglem zobaczyc prawdziwe warunki zycia mieszkancow kambodzanskiej wsi) prawie 65km.
  Dwie glowne swiatynie Angkoru to Angkor Wat i Angkor Phrom, lezace dosc blisko siebie i znacznie rozniace sie wygladem. Sam Angkor Wat nie zrobil na mnie najwiekszego wrazenia, uwazam, ze jest wiele ciekawszych architektonicznie swiatyn, jak chociazby Bayon, nalezacy do kompleksu Angkor Phrom. Rewelacyjny jest tez Wat Phro, gdzie najbardziej widac jakie spustoszenia spowodowala natura w ruinach. Tutaj tez krecono Tomb Rider - wszyscy robia sobie zdjecia przy slynnym filmowym drzewie:)
  Zwiedzanie swiatyn pozwala na totalna dowolnosc, zarowno w ustalaniu trasy jak i wchodzeniu we wszystkie mozliwe zakamarki i na kazda budowle. Z jednej strony jest to fajne, bo pozwala doswiadczac i poznawac swiatynie, na kazdy mozliwy sposob, ale z drugiej pewnie doprowadzi do tego, ze Angkor bedzie coraz bardziej niszczal, zadeptany i zrabowany przez odwiedzajacych. Polecam zatem przyjezdzac jak najszybciej.
  Zatem swiatynie Angkoru bede na pewno highlightem wyjazdu - tak samo jak najprawdopodobniej Kambodzanie, ktorzy sa chyba jeszcze bardziej pozytywni niz Laotanczycy. Ciagle sie do nas usmiechaja, machaja, mowia "hello", nie proszac przy tym o pieniadze. Zwracaja nam uwage, ze ktores z nas ma otwarty plecak, czy gonia nas przez cala ulice, bo zapomnielismy odebrac dokumentyt, ktore zostawilismy jako depozyt, podczas wynajmu rowerow. Ich podejscie do zycia jest tym bardziej zdumiweajace,iz panuje tu naprawde spora bieda, ktora widac na kazdym kroku. Naprawde jestesmy tym zadziwieni i nie mozemy sie doczekac kolejnych odwiedzanych miejsc...:)

7 lipca 2012

2 nites in BKK

Wat jakistam

w tuk-tuku

temperatura o 10 rano

stragarny w chinatown


znowu na Khao San

robaczek

mniam mniam

hipsterska sweet focia z kubkiem ze starbucksa, w ray banach, havaianasach i koszulce Hard Rock cafee;)

speed boat po kanale



    MOj drugi pobty w Bangkoku potwierdzil tylko teze, ze niektore miejsca sie nie zmieniaja - 3 lata roznicy, a ja czuje sie jakbym w ogole sie syad nie ruszal. Te same stragany, te same knajpki z zarciem, te same babcie robiace przepyszne owocowe shake'i i pad thai'e. Lubie to miasto i swietnie sie tutaj odnajduje.
  Jednym z celow naszego przybycia tutaj bylo udanie sie do ambasady Wietnamu, zeby Cyprian z Marta mogli wyrobic wize do Wietnamu, bo przy poprzedniej probie zostral popelniony blad i otrzymali tylko jednokrotnego wjazdu, a przeciez musza jeszcze tam wrocic, zeby poleciec do Polski z Sajgonu. Wizyta w ambasadzie nie nalezala do najlatwiejszych i najprzyjemnijszych -  z wielu powodow. Ja nie bede sie w to zaglebial, moze oni opisza na swoim blogu. Ogolnie zlecialy nam tam prawie 3h. troche szkoda straconego czasu, ale takie akcje w podrozy sie zdazaja. Pozostaly czas wykorzystalem na pokazanie im miejsc, w ktorych juz bylem i przy okazji wizyty w ambasadzie  udalo nam sie zobaczyc The City, czyli najnowoczesniejsza czesc miasta, z wiezowcami, sklepami z drogimi ciuchami, Starbucksami, Subwayami itp. Klimat metropolitalny:)
   W drugim dniu zrobilismy sobie rejs lodzia do znajdujacego sie w innej czesc Bangkoku Chinatown - jednak jakiegos wiekszego wrazenia nie robilo, widywalem fajniejsze w innych miastach Azji.
   Fajnie bylo przyjechac na stare smieci, zjesc w sprawdzonych miejscach, pospacerowac Khao San Rd w tlumie podroznikow z calego swiata ( btw udalo nam sie poznac pare Polakow ze Stanow-bardzo pozytwni ludzie, spedzilismy razem jeden wieczro piwkuja i rozmawiajac). Bangkok to jednak idealna baza wypadowa na podrozowanie po reszcie Azji Pld-Wsch. Osoba ktora pierwszy raz przyjezdza do Azji i akurat laduje w BKK moze sie tylko jeszcze bardziej nakrecic na reszte wyjazdu... i na pewno bedzie chciala tutaj wrocic, bo miasto uzaleznia.
   Jutro ruszamy do Kambodzy - przejazd organizujemy na lwasna reke - lokalny autobus do granicy, przekroczenie na piechote i dalej taksowka do Siem Reap - miasta wypadowego do zwiedzania Angkor Wat ( tak to juz za 2 dni!!)

PS - widze coraz mniejsza aktywnosc czytelnikow bloga, zarowno w komentarzach i czestosci odwiedzania bloga - mam nadzieje, ze Was nie zanudzam...;)

6 lipca 2012

Vientiane

Buddha Park



Luk triumfalny

   Vientiane jest stolica laosu i w opinie wielu osob, ktore spotkalismy po drodze, miastem ktore nie ma wiele do zaoferowania. rzeczywiscie, porownujac z innymi miejscami, ktore w tym kraju widzialeimsy, wypada dosc blado., jednak my bylismy tam tyl;ko jeden caly dzien, wiec akurat tyle, zeby nie zdazyc sie znudzic. Zrobilismy spacer po miescie, zaliczajac pare Watow (swiatyn buddyjskich), ulice nazywana Polami Elizejskimi wschodu z imponujacym lukiem triumfalnym, wieczor spedzilismy podziwajac zachod slonca nad Mekongiem oraz pojechalismy do oddalonego o 30 km od centrum miasta "buddha Park" ufundowanego przez bardzo religijnego milinoera, ktory duzo kasy wydal na jego "wyposazenie" poisagami buddy oraz znalazl sporo sponsorow, ktorzy ten zakupili posazki boga. Podsumowujac Vientiane nie zachwycilo, bylo po prostu krotkim przystankiem na naszej drodze do Bangkoku. Jesli chodzi natomiast o sam Laos, to panstwo nas zachwycilo - swoimi widokami, ludzmi, wszedzie panujacym spokojem, luznym podejsciem do wielu spraw, pokazaniem, ze mozna zyc z usmiecham na twarzy na codzien, mimo najwiekszej biedy. Uwazam je za bardzo niedoceniany kierunek jesli chodzi o Azje Pld-Wsch, ale moze to lepiej, bo na pewno przez to jest bardziej dziewiczy, mnie zepsuty przez turystyke i po prostu piekny. Polecam kazdemu!!

4 lipca 2012

Vang Vieng - free bucket please;)

PS2
widok z balkonu hostelu - warunki ogolnie "chamskie" jak to ktos okreslil;) cena 4dol/os

Lao beer musialo byc:)

znowu biala strzala;)

okolice Vang Vieng (podobno najlepsze miejsce w Azji do wspinaczki)

  Vang jest jest znana jako miejscowosc, w ktorej mozna sie dobrze pobawic. Z calej Azji Pld-Wsch. sciagaja tutaj tlumy  podorzujacych z zamiarem zrelaksowania sie, poimprezowania i zaliczenia slynnego "tubingu". My na pobyt tutaj przeznalczylismy sobie niecale 2 dni, jednak z powodu malego opoznienia naszego busa z Luang Prabang dojechalismy tutaj dopiero ok 17, wiec wlasciwie tylko przeszlismy sie po miescie. A owo spoznienie wynikalo z tego, ze standardowo wyjazd sie przesunal o 30 minut, potem pan kierowca chcial zrobic skrot przez budowana dopiero droge szybkiego ruchu, jednak nie dowiedzial sie wczesniej czy jest ona przejezdna, i tak po 40 min podorzy musielismy zawracac, bo droga byla zasypana. Poniej jeszcze byl pobyt na stacji benzynowej i podwojne zawracanie z nowej trasy po telefonach od niewiadomych osob. Tak wiec LP oposcilismy 2h pozniej, niz powinnismy i do tego musielimsy jechac dluzsza droga. Azja:)
  Jesli chodzi o samo Vang Vien to jhako miejscowosc nie ma prawei nic do zaoferowania, wszystko co jest tutaj ciekawqe znajude sie poza wioska - my z racji ograniczenia nam tu czasu musielismy mocno sie sprezac, zeby w  ciagu jednego dnia zrobic wszystko co tu zaplanowalismy. Tak wiec juz o 7 rano pobudka, wynajecie skuterow i w droge na objazd po okolicy - zobaczylismy jedna sporo jaskinie, ktora znajdowala sie w srodku wapiennej gory, ktorych pelno w okolicach Vang Vieng. U jej podnoza znajdowala sie opisywana w przewodnikach "blue lagoon", ktora ostatecznei okazala sie strumykiem z brazowa woda:) nastepnie zrobilismy sobie spacer przez pola ryzowe i drugi w kierunku wodospadu, do ktorego jednak nie udalo nam sie dotrzec, bo most na rzece, za ktora znajdowal sie wodospad rozkladany jest tylko w czasie pory suchej;)  ale najwazniejsze ze pojezdzilismy po okolicy i zobaczylismy piekne krajobrazy:)
  Okolo godziny 14 zostawilismy skutery i razem z Cyprianem wybralismy sie na tubing - czyli splyw na detce Mekongiem, na dystansie ok,4 km. Polega to na tym ze w jednym miejscu wynajmuje sie detke, potem tuk-tuk zawozi Cie na start splywu i plynac "jestes wylawiany" przez ludzi pracujacych w znajdujacych sie nad rzeka barach - tam czestuja Cie darmowymi shotami, mozna pograc w beer-ponga, siatkowke, wziac udzial w konkursie Whiskey-snake czy poskakac ze skoczni do rzeki. W niektorych miejscach bylismy nawet czestowani tzw. "bucket'ami" mczyli kubelkami z whiskey, cola, redbullem i lodem:)  Ogolnie miejsce jest smieszne - mozna sie naprawde dobrze pobawic, poznajesz ludzi z calego swiata, a sam splyw detka to tez frajda, szczegolnie jesli wezmie sie pod uwage zapierajace dech w piersiach widoki okolicznych klifow i gor! A Laotanczycy przy tym swietnie zarabiaja, ich celem jest po prostu jak najszybsze spicie  turystow, zeby szybko zaczeli sami wydawac pieniadze na alkohol. Do tego jesli ktos nie zdazy do 18 oddac detki, zabierana jest mu kaucja. My zdazylismy 3 minuty przed czasem:) Wiekszosc ludzi doplywa po ciemku i... po pijaku;) Kasy mozna tam wydac sporo albo tak jak my bardzo malo - bom szczerze powiedziawszy ilosc darmowych shotow czy kubelkow jest taka, ze naprawde mozna sie swietnie bawic i tylko ktos kto chce sie porzadnie zniszczyc kupuje tam wiecej alkoholu:) My dotarlismy o wlasnych nogach:)
   Wieczorekim poszlismy jeszcze posiedziec w jednej z knajpek na "imprezowej wyspie" na Mekongu, znajdujacej sie praktycznie w centrum VV ( cos w klimacie wyspy Slodowej).
  Ogolnie Vang Vieng trzeba ocenic jako swietne miejsce na pare dni relaksu i "zapomnienia" w czasie podrozy. Choc musze przyznac, ze czasem przykro bylo patrzec na niektorych bialasow jak wracali z tubingu...:)

PS - tomorrow Bangkok;)