lapczywe bestie
najlepszy moment - plywanie w rzece!
prowadze orszak:D
Ostatnie dzien naszego pobytu w Luang Prabang postanowilismy
spedzic ze sloniami – doslowanie. Wokolicach
LP znajduja sie dwa miejsca, w ktorych mozna nie tylko przejechac sie na sloniu
siedzac w specjalnym koszyku, ale spedzic wlasciwie caly dzien, zajmujac sie
nim: jezdzac na jego szyi, karmiac czy kapaic sie z nim w rzece. Przezycie byly niesamowite i trudne do
opisania, a punktem kulminacyjnym calego dnia zdeyzodwanie bylo plywanie ze
sloniami w rzece. Wspaniale uczucie, gdy wazace 5 ton zwierze plynie z toba na
grzbiecie, zanurza sie i ochalpuje Cie woda z traby!! Po prostu rewelacja!!
Kazde z nas dostalo swojego slonia i sie nim zajmowalo – oczywiscie nie bylo to
w dormie zostawienia nas samemu ze zwierzeciem, w poblizu zawsze byl “mahout” czyli
opiekun slonia, ale ja i tak wlasciwie sam jechalem na sloniu przez dzungle.
Akurat moj byl chyba przywodca stada, bo byl najbardziej krnabry i niepoluszny,
ale przez to mialem wiecej zabawy;)
Kamilismy slonie bananami, ktore wcinaly z wielkim apetytem, z reszta one chyba cigale jedza, bo nawet
podczas jazdy przez dzungle ciagle cos podskubywaly z drzew;) a siedzenie na
sloniu wcale nie jest najprzyjemniejsza rzecza, bo mimo ze ich skora jest dosc
miekkka i przyjemna w dotyku, to problemem jest szcecina, ktora ja pokrywa –
twarda o ostra, mozna sie poprzecierac w niektorych miejscach;0
Wlasnie o taki rodzaj kontaktu z tym zwierzeciem mi
chodzilo, podrozujac poprzednio po Azji wielokrotnie mialem mozliwosc
skorzystania z tzw. ”elephant ride”, ale nie bylo to dla mnie jakas wielka
atrakcja, bardziej chodzilo mi o bezposredni kontakt ze sloniami i takie cos
doatelm wlasnie w Laosie. Co prawda nie byla to jakas tania przyjemnosc (30
dol) ale zdecydowanie warta swojej ceny!!
wow! uwielbiam słonie, to zawsze moj ulubiony punkt w zoo, wiec wyobrazam sobie ze bylo bosko! no i nie dziwie sie ze wybrales przywodce - w koncu cwiczylismy na wyscigach na Partynicach obstawianie najlepszego w stadzie, zwłaszcza mi szło to wyjatkowo dobrze ;) a jak z wchodzeniem na słonia, trudne to?
OdpowiedzUsuńWow!!! Jak dla mnie najfajniejsza czesc twojej wyprawy! Moglabym poleciec na drugi koniec swiata tylko dla takiego jednego dnia:) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDołączam się do komentarza powyżej :)
OdpowiedzUsuńMusiało być cudownie. Zazdroszczę.
to chyba na dobrego slonia trafiles:P swoj swego odnajdzie:P hahaha:)
OdpowiedzUsuńja tez chce tak!!!:)usmiech sloni oczekujacych na banana nie do podrobienia:)
OdpowiedzUsuń