2 lipca 2012

Dzien ze sloniem


                             lapczywe bestie


                             najlepszy moment - plywanie w rzece!



                                prowadze orszak:D

   Ostatnie dzien naszego pobytu w Luang Prabang postanowilismy spedzic ze sloniami – doslowanie.  Wokolicach LP znajduja sie dwa miejsca, w ktorych mozna nie tylko przejechac sie na sloniu siedzac w specjalnym koszyku, ale spedzic wlasciwie caly dzien, zajmujac sie nim: jezdzac na jego szyi, karmiac czy kapaic sie z nim w rzece.  Przezycie byly niesamowite i trudne do opisania, a punktem kulminacyjnym calego dnia zdeyzodwanie bylo plywanie ze sloniami w rzece. Wspaniale uczucie, gdy wazace 5 ton zwierze plynie z toba na grzbiecie, zanurza sie i ochalpuje Cie woda z traby!! Po prostu rewelacja!! Kazde z nas dostalo swojego slonia i sie nim zajmowalo – oczywiscie nie bylo to w dormie zostawienia nas samemu ze zwierzeciem, w poblizu zawsze byl “mahout” czyli opiekun slonia, ale ja i tak wlasciwie sam jechalem na sloniu przez dzungle. Akurat moj byl chyba przywodca stada, bo byl najbardziej krnabry i niepoluszny, ale przez to mialem wiecej zabawy;)  Kamilismy slonie bananami, ktore wcinaly z wielkim apetytem,  z reszta one chyba cigale jedza, bo nawet podczas jazdy przez dzungle ciagle cos podskubywaly z drzew;) a siedzenie na sloniu wcale nie jest najprzyjemniejsza rzecza, bo mimo ze ich skora jest dosc miekkka i przyjemna w dotyku, to problemem jest szcecina, ktora ja pokrywa – twarda o ostra, mozna sie poprzecierac w niektorych miejscach;0
   Wlasnie o taki rodzaj kontaktu z tym zwierzeciem mi chodzilo, podrozujac poprzednio po Azji wielokrotnie mialem mozliwosc skorzystania z tzw. ”elephant ride”, ale nie bylo to dla mnie jakas wielka atrakcja, bardziej chodzilo mi o bezposredni kontakt ze sloniami i takie cos doatelm wlasnie w Laosie. Co prawda nie byla to jakas tania przyjemnosc (30 dol) ale zdecydowanie warta swojej ceny!!

5 komentarzy:

  1. wow! uwielbiam słonie, to zawsze moj ulubiony punkt w zoo, wiec wyobrazam sobie ze bylo bosko! no i nie dziwie sie ze wybrales przywodce - w koncu cwiczylismy na wyscigach na Partynicach obstawianie najlepszego w stadzie, zwłaszcza mi szło to wyjatkowo dobrze ;) a jak z wchodzeniem na słonia, trudne to?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow!!! Jak dla mnie najfajniejsza czesc twojej wyprawy! Moglabym poleciec na drugi koniec swiata tylko dla takiego jednego dnia:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dołączam się do komentarza powyżej :)
    Musiało być cudownie. Zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. to chyba na dobrego slonia trafiles:P swoj swego odnajdzie:P hahaha:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tez chce tak!!!:)usmiech sloni oczekujacych na banana nie do podrobienia:)

    OdpowiedzUsuń