22 listopada 2015

Montezuma-ostatki

Ostatnie dwa dni w Kostaryce mijają na byczeniu się,leczeniu przy basenie i spacerkach po plaży. Pogoda co prawda w kratkę,zmienna jak w kalejdoskopie,ale i tak można sobie zorganizować czas. Jutro juz powrót do San Jose a stamtąd w poniedzialek wylot do zimnej Polski. Na koniec parę szybkich uwag/wniosków po podróży:
1. jest drogo, Panama troszkę tańsza ale i tak ceny skandaliczne, cen 2l wody=2l Coli = 10-12 zl. Takie ceny tym bardziej raza gdy widzi się w jakich warunkach tutaj ludzie mieszkają,wszystko z edykty. Tym bardziej zastanawia jak się tu utrzymują. Dzienny budżet na wyjeździe byli zdecydowanie najwyższy z wszystkich moich dotychczasowych.
2. Fantastyczna przyroda. Wulkany,plaże,lasy. Pelno zwierzat-leniwcow,papug,malp, nawet wczoraj kapibara podeszla pod domek.
3. Zeronzabytkow ,doslownie. Jedynie Casco Viejo w Panama city,które można obejść w 2h. Trochę mi tego brakowalo
4. Kostarykanczycy i panamczycy bardzo pozytywnie i pomocni. Zdecydowanie odebrani na plus. Może nie tak jak w Gwatemali czy Salwadorze,ale ok.
5 cholerne zdzieranie na występach do...wszystkiego. wszędzie Park Narodowy i wszędzie oplata. Podsumowując na wstępy i atrakcje (najdroższy rafting ok 250zl) wyszli ok 800zl...
6. Noclegi tez drogie ok 50zl za dormitorium,n ale bto wpisuje się ogólnie w temat "drogo"
7 Kostaryka bardzo czysta,Panama mniej
8. Bardzo dużo starych Amerykanów i Niemców. Kraj na starość??

Na pewno piękne kraje,warte zobaczenia,ale trzeba wziąć poprawkę na budżet.

 Moje ulubione miejsca: Bocas del Toro, Arenal, Manuel Antonio :)


20 listopada 2015

Cabo Blanco

Montezuma leży na końcu świata. Jest to praktycznie ostatnia miejscowość na Pol wyspie Nicoya. Później jest już tylko ocean.. to tu będzie "dogorywanie" przed powrotem do Polski. Nocleg udali się znaleźć bardzo przyzwoity. Z basenikiem,Klima,Wi-Fi i widoczkiem na ocean. Mi al być plazing i smazing,ale rano byli dziś po chmur nie i nastąpi la szybka zmiana planów na zobaczenie Parku Narodowego Cabo Blanco. Jest to pierwszy park narodowy który pow stal w Kostaryce. Od 1963 do niedawna w ogóle nie byl otwarty dla turystów. Obecnie są w nim dwie trasy . Jedna 5km. Druga 2km. Wybór padl oczywiście na ta pierwszą. Park jest oddalony od Montezumy ok 10km,które niestety tez zostalt pokonane pieszo. Osobiście nie byli to najlepszy pomyśl. Bo jak się okazali trasy w parku prowadzily przez prawdziwe dżunglę,temp byka ok 35 stopni a wilgotność ok 90%. Do tego po wczorajszych nocnych deszczach brodzilo się po kostki w blocie. Mega męczące 5km. Ale skacząc wokol po drzewach malpy,latające papugi i biala plaża na końcu szlaku wszystko rekompensowaly. Powrót z parku już na szczęście taksówką. Po takim trrkkingu najbliższe dni będą od po czy nowe. Wracam do lektury w hamaczku:)






17 listopada 2015

Manuel Antonio

Ostatnie parę dni spędza my w Manuel Antonio u Bartka i Gabi. Jest to pobyt zdecydowanie relaksacyjny. Większość czasu spędza my na plaży, Anka próbuje swoich SIL na surfing(zdecydowanie jej to wychodzi, wrodzony talent), chillowaniu przy drineczkach,nauce bachaty(dalej nie wiemy czy akcent na 3,4czy 5;)) oraz imprezowaniu z ticosami. W niedziele gospodarze,którzy nas rewelacyjnie przyjęli,zorganizowali nam wycieczkę na koniach na wodospad. Przeprawa przez prawdziwa dżunglę z wężami uciekającymi spod nóg,a wodospad bardzo rwący. Oczywiście nie mogli się obyc bez przygód,ale chyba lepiej je pominąc;) za chwilę zbierany sie do San Jose. Manuel Antonio na pewno będziemy rewelacyjnie wspominać,wszystko dzięki gospodarzom:)







15 listopada 2015

San Jose

Nie ma już nami Brzosti...wróciła do PL. Ale nie byłaby sobą gdyby nie zrobiła tego z przytupem:) a wiec...w autobusie powrotnymi z Ła Fortuny ukradziono Marcie plecak, w którym była drogocenną chusta dziergana przez kobiety z długimi szyjami, która przywiozła z podróży po Tajlandii i...paszport... Sytuacja beznadziejna, zwlaszcZa ze następnego dnia miała jechać busem do Panamy a stamtąd lecieć do PL. Trochę cieżko bez paszportu. Wszystko dalej potoczyło sie dość szybko. Zgłoszenie kradzieży policji, dwie wizyty na komisariatach. Pierwszy Brzosti zdewastowała swoim plecakiem, wywołując spięcie elektryczne przez przyłożenie mokrego plecaka do niezabezpieczonego gniazdka-fajerwerki jak na sylwestra. W tej beznadziejnej sytuacji było to mega śmieszne. Zastanawialiśmy sie co dalej może złe pójść. Okazało sie ze jeszcze trochę kłód pod nogi mieliśmy rzucone. Następnego dnia po wcześniejszym sprawdzeniu info w internecie pojechaliśmy taksówka szukać ambasady Polskiej. Pomalowaliśmy w jednym miejscu klamkę, bo podobno została przeniesiona, w drugim w ogóle nic nie znaleźliśmy aż w końcu wylądowaliśmy w ambasadzie Wlk. Brytanii, która jako państwo członkowskie Uni Europejskiej powinno nam pomoc. Po ustaleniu na miejscu czy tamtejszy prokonsul może to zrobić zaczęło sie telefoniczne poszukiwanie konsula Poslki z Meksyku, który jak sie okazało pojechał na wakacje do... Kostaryki (sic!) Ostatecznie sie udało i potwierdził tożsamość Brzosti, przez co zaczęto wyrabiać jej paszport tymczasowy. Tu w końcu poszło z górki bo bardzo pomocny był prokonsul brytyjski. W 3 h udało sie załatwić paszport. Ale Brzosti żeby zdąży na lot z Panama city musiała kupic bilet lotniczy San Jose-Panama. Z tego co wiemy udało jej sie dotrzeć do Pl, po drodze zwiedziła jeszcze Madryt. My San Jose widzieliśmy głownie z okien taksówki i podczas wieczornego spaceru z ambasady. zabytków nie ma tam prawie w ogóle, korki przeokrutne, ale jest czysto. Miasto ogólnie bez klimatu. Wiec nie traciliśmy tam więcej czasu i z Ania udaliśmy sie do Manuel Antonio.

13 listopada 2015

Wulkan Arenal i rafting

Z mglistego i chłodnego Monteverde udaliśmy sie do Ła Fortuna. Przejazd można było wykonać busem publicznym, co zajmuje 10 h albo wykupić przejazd bus-Łódź-bus,który trwa 3h. Wybraliśmy ta druga,droższa, opcje i zdecydowanie jej nie żałowaliśmy. Była to najbardziej krajobrazowa trasa podczas całego wyjazdu.mpielne góry, przejrzyste jezioro i majestatyczny wulkan Arenal w tle. Arsenał to ostatni czynny wulkan w Kostaryce. Do 2010 pluł jeszcze lawa, w ostatnim czasie wypuszcza tylko dym. Sama okolica wulkanu bardzo nam sie spodobała. Panował tutaj super klimat. Zaraz po przyjeździe udaliśmy sie wygrzać tylko w gorących źródłach, które wypływają spod wulkanu. Pełen chill. Następnego dnia postanowiliśmy zrobić to na co sie od dłuższego czasu czailismy-rafting. W okolicy znajdowała sie rzeka z 3-4 stopniem trudności spływu i taki wybraliśmy. Co prawda początkowo pogoda w ogóle nie dopisywała bo lało, ale na sam spływ sie wypogodzilo i wyszło słońce.mspkyw rewelacja, ekipa organizująca super, swietnie sie z nimi bawiliśmy, a sama walka z falami na pewno na długo zapadnie nam w pamięci. Resztę pobytu poświeciliśmy na odpoczywanie mn przy basenie który znajdował sie w naszym hostelu. Ła Fortuna bardzo nam sie spodobała, będziemy każdemu polecać. Stamtąd ruszyliśmy do San Jose odwieźć Martę na busa do Panamy i tutaj pojawiły sie schody...ale o tym pózniej...




10 listopada 2015

Monte verde i Santa Elena

Do naszego kolejnego miejsca pobytu-gorskiej miejscowosci Santa Elena-dotarlismy po calodniowej przeprawie przez pol Kostaryki z 2h przerwa w San Jose. Dla mnie końcówka przejazdu byka dość tragiczna-ciemno,duszno w autokarze, serpentyny i zmiany wysokości na drodze oraz rozpoczynająca sie jelitowka daly się ostro w kość. Cala noc po przyjeździe mialem ciężką,ale rano udali mi się stanąć na nogi i zebrać na oglądanie największych atrakcji tego rejonu-lasow mglistych. Znajdują się one na terenie dwóch parków narodowych umiejscowionych w okolicach miejscowosci Santa Elena. Charakteryzują się tym,iz z racji na uwarunkowanie wysokości,temperatury,wilgotności i opadów są wiecznie osloniete mgla. Nawet gdy 3km od nich jest idealna pogoda. W parkach in ich okolicach po tworzono liczne trasy oraz pobudowano mosty w koronach drzew. Na taki szlak się zdecydowalismy,chociaż kusila tez bardziej ekstremalna forma-conopy tour czyvtarzan swing,czyli zjazdy tyrolka. Mnie jednak nocne historię w toalecie zdecydowanie zrazily od dyndania na linie 50m nad ziemia...
Klimat lasów jedyny w swoim rodzaju,zdjęcia choć częściowo w to oddają. Reszta dnia uplynela nam na odpoczynku. A jutro przejazd do La Fortuna pod wulkan.




9 listopada 2015

Cahuita, Costa Rica

Z Boca del Toro przemiescilosmy sie łączonym transportem lodz-autobus do Kostaryki. Pierwsze miasto,które postanowiliśmy tutaj zoabaczyc to Cahuita. Miejscowość położona praktycznie w parku narodowym, z dwiema płazami;jedna czarna a druga biała. Po przyjeździe poszliśmy sprawdzić obie. Czarna nie wywarła na nas dobrego wrażenia, na białej było już sympatyczniej i tam na dłużej zaleglismy. Kolejnego dnia ekipa sie rozłączyła. Marta postanowiła z przystojnym Afroamerykaninem zwiedzić park narodowy, a my z Ania podjechaliśmy autobusem do oddalonego od miasta o 5km Sanktuarium ratującego leniwce. Zostało ono założone przez pare Amerykanów, którzy tutaj przed 20 Laty sie sprowadzili. Okoliczni ludzie zaczęli stopniowo zwodzić do nich coraz większa ilości, chorych, poszkodowanych lub porzuconych przez matki leniwców. My o ośrodku dowiedzieliśmy sie z programu prowadzonego przez Martynę Wojciechowska. Jeden odcinek był tutaj kręcony.Zwiedzanie ośrodka rozpoczęliśmy od przeprawy łodzią po okolicznej dżungli. Udało nam sie zobaczyć jaszczurki, krokodyle, nietoperze i wiele ptaków. Pózniej bardzo sympatyczny przewodnik oprowadził nas po ośrodku, opowiedział sporo o leniwcami i sposobie w jaki żyją. Obecnie znajduje sie tu 180 zwierząt, a sporo cześć z nich będzie musiała zostać w nim do końca życia. Przyczyny tego sa rożne. Albo urazy, które nie pozwalają im na finkcjonowanie w środowisku naturalnym, a najcześciej sa to przypadki młodych leniwcow(do 1 roku życia), które nie zostały przez matki przystosowane do radzenia sobie w dżungli. Miejsce wywarło na nas bardzo dobre wrażenie i nawet wydanie 30dol na wstęp tak mocno nie bolało, gdy miało sie świadomość, ze pomogą one w rozwoju ośrodka.
  Marta rownież była zadowolona ze swojej wycieczki, sporo sie dowiedziała i zobaczyła. Reszta dnia przebiegła nam na leniuchowaniu na płazy, a dziewczyny dodatkowo udały sie na jogę prowadzona przez stara Niemkę.
 Następnego dni czekało nas 9h w podróży. Jedziemy do Monteverde. Oglądać lasy mgliste.

i




6 listopada 2015

Bocas del Toro, Panama





Kolejny wpis z niewielkim opóźnieniem z powodu problemów internetowych. 3 ostatnie dni spędziliśmy na wysepkach Bocas del Toro położonych blisko granicy z Kostaryka. Z Boquete przejechaliśmy łączonym transportem autobus-Łódź. Początkowo planowaliśmy znaleźć jakiś hostel blisko płazy,ale okazało sie ze ceny sa dość zaporowe, a poza tym trwał właśnie swiąteczny tydzień w Panamie (święto,niepodległości,swieto flagi i czegostam jeszcze) wiec tłumy Panamczykiem masowo napłynęły na wyspy windując ceny i zajmując sporo miejsc noclegowych. Ostatecznie nocowaliśmy w Hostelu Hansi w centrum miasta Bocas. Pierwszego dnia po przyjeździe podjechaliśmy taksówka na najbliższa Playa Punch-była ona mała i wąska ale miała swój urok. Kolejnego dni pożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy na oddalona o 8km Playa Bluff. Podobno dobry spot surferski, ale chyba nie było pogody na śmiganie po falach, wiec na wielkiej plazy byliśmy praktycznie sami. Miejsce super, jedna knajpka z NORMALNYMI! Cenami, cisza, spokój, pełen chill. Aż sami sie dziwiliśmy gdzie te całe tłumy Panamczykow pojechały. Dowiedzieliśmy sie kolejnego dnia, kiedy to pojechaliśmy na wykupiona wycieczkę objazdowa. Udało nam sie zobaczyć delfiny, miejsca ze spora ilością rozgwiazd, posnorklowac na rafie koralowe no i zobaczyć najpiękniejsza wyspę w okolicy Isla Zapatilla. Niestety wszystko w tłumie innych turystów, ponadto sama organizacja średnia, bo sporo czasu straciliśmy na wymuszona przerwę lunchowa. No ale widoki były przepiękne. Pogoda nam sie zdecydowanie udała, cały dzień i noc skwar, co było dość uciążliwe, bo w hostelu nie mieliśmy klimatyzacji. Do tego dochodziły nocne świętowania Panamczykow, wiec ogólnie z Bocas wyjechaliśmy niewyspani. Dzisiaj jesteśmy już w Kostaryce, ale to w kolejnym wpisie...

2 listopada 2015

Boquete i Wulkan Baru

Ostatnie dwa dni spedzilismy w miejscowości Boquete. Jest to spokojne miejsce w górach blisko granicy z Kostaryka. W latach 70tych zyskalo  bardzo dużą popularność wśród amerykańskich dziadków,bo przez jedno z czasopism dla starców zostali uznane za jedno z czterech najlepszych miejsc na świecie na spędzenie starości. Od tego momentu masowo tu naplywali i okolice stala się ich enklawa. Podobno slawa miejsca po jakimś czasie minęla,ale my przechadzając się po ulicach Boquete widzieliśmy jeszcze trochę niedobitków z tamtej epoki.
 Glownym powodem dla którego zjawilismy się w tym miejscu byl wulkan Baru-najwyzszy szczyt Panamy,z którego przy dobrej pogodzie można zaobserwować Pacyfik i morze Karaibskie. Stwierdzilismy ze zanim uderzyny na wulkan zrobimy rozgrzewke idąc na Szlak Quetzala. Jest ton malowniczą trasa w dolinie nieopodal miejscowosci. Podobno często można tam zobaczyć Quetzale-wystepujace tu endemicznie ptaki,pięknie ubarwione, z rozczapierzonym ogonem. Trasa byka ciekawa,dala nam namiastkę dżungli,które czekają na nas w Kostaryce. Jednak nie udalo nam się zobaczyc Quetzala.
Dzisiaj natomiast ruszylismy na wulkan Baru. Droga na szczyt jest bardzo dluga,ok 13km a do tego przewyższenie wynosi prawie 1800m. Wulkan wznosi się na wysokość 3480mnpm. Carly szlak zajal nam 10h. Droga nie byka malownicza,ale satysfakcja z osiągniętego celu ogromna. Ze szczytu widzieliśmy morze Karaibskie,a Pacyfik niestety zaslanialy chmury. Dobre i to-wqzne ze nie padalo. Wracalismynze szczytu naprawdę padnieci,ale na koniec spotka la nas nagroda,udali nam się zobaczyć parę Quetzali:) podobno rzadkość o tej porze roku. Wielkie brawa dla dziewczyn za wytrzymalosc. Są zdecydowanie #instafit :) Jutro z rana jedziemy na wysepki Boca del Toro na zasluzony odpoczynek po wspinaczkach.