29 września 2010

Goa beaching :)



narodowy sport Indii - krykiet
moj plazowy ziomal



ostatni posilek w Kalkucie:D

Wczoraj ostatecznie udalo nam sie dotrzec na Goa- po 4 tygodniach ciaglego jezdzenia pociagami, autobusami, rikszami oraz spania po 2-3 noce w jednym miejscu zdecydowanie nalezy nam sie odpoczynek - tym wlasnie ma byc Goa:)
Lot indyjskim liniami lotniczymi z Kalkuty przebiegl nam bardzo dobrze, choc obawialismy sie troche standardusamolotow, ale byly porownywalne do europejskich. Wybralismy pobyt na plazy Palolem , oddalonej od lotniska ok 70km - 1h jazdy taksowka. Od razu rzucilo nam sie w oczy, ze Goa jest inne niz reszta Indii - i nie chopdzi tu o sam klimat czy roslinnosc (jestesmy coraz blizej rownika), ale o poziom czystosc, stan drog - Goa zdecydowanie blizej do cywilizowanego swiata, niz reszcie Indii.
Plaza okazala sie naprawde przyzwoita - co prawda nie dorownuje standardom plazom tajskim czy malezyjskim, ale spokojnie spelnia nasze oczekiwania. Z obu stron otoczona jest wzgorzami i skalami, niedaleko znajduje sie mniejsza plaza w zatoczce. Oczywiscie nie mogla zabraknac swojsckich indysjkich akcentow w postac krow, psow i obczajajacych "biale" kobiety hindusow. Nie robi na nas to jzu wiekszego wrazenia i chyba czulibysmy sie troszke nieswojo, gdyby takich elementow zabraklo.
Wczoraj jeszcze przypdakiem udalo nam sie zalapac na urodziny/ wieczor kawalerski hindusa z Kerali, ktory przyejchal tutaj z grupa znajomych swietowac. Z plazy przegonila nas dopiero burza - na szczescie trwala tylko w nocy, a caly dzisiajeszy dzien z nieba lal sie zar. wrocimy do Polski jako skwarki:D
No a tak oprocz tego to bylo plazowanie, plazowanie i jeszcze raz plazowanie - i tak przez kolejne 4 dni:D

Wrzuce sporo zdjec, zeby Was troche powkurzac - pewnie w Polsce macie podobna pogode:p

27 września 2010

Kalkuta

Targujac sie o taksowke:)

Victoria Memorial
Grob Matki Teresy

Podczas naszej 4 tyg podrozy po Indiach zdazylismy wyrobis sobie bardzo dober zdanie o indyjskich kolejach panstwowych - zazwyczaj pociagi przsyjezdzaly na czas, na perony, ktore byly zaznaczone na bilecie, dojezdzaly tez o czasie na miejsce - ogolnie bylo ok. Jednak nasza ostatnia podroz pociagiem w Indiach okaala sie jaka makabra. Odjazd z varanasi mielismy o 18, na miejscu w Kalkucie powinnismy byc o 8 rano. Od razu po dotarciu na dworzec okazalo sie , ze pociag jest spozniony 3h, udalismy sie wiec od kliamtyzowanej poczekalni dla turystow, ktora jednak o 20 byla zamykana, musielismy sie wiec przeniesc na peron, gdzie w towarzystwiw natrkomanow, zebrakow i krow, czekalimsy ostatecznie do 24, bo wtedy to pociag przyjechal - z 6h spoznieniem. W czasdie jazdy nie nadrobil w ogole czasu, co wiecej okazalo sie ze na miejsce doatrlismy o 17, wiec z 9 godzinnym spoznieniem:/ cal dzien zwiedzania , ktrory mielismy zalanowany, nam przepadl. W sumioe to i tak dobrze ,ze taka historia na koniec wyprawy nam sie przydazyla i to tylko raz...
Dzisiaj nasze zwiedzanie zaczelimsy od Domu Matki Teresy, w ktorym jest jej grobowiec oraz w ktorym mieszkala. na miejscu znajduje sie tez mala wystawa na temat jej zycia. Pozniej udalismy sie do Victoria Memoril, ostkolonilnej pozostalosc po Anglikach - postawionej ku czci krolowej Wiktorii. Duzy monumentalny budynek, troche w stylu katedr Sw. Pawla w Londynie. Na koniec udalismy sie na College Street, lice pelna sklepow z ksiazkami, w przeszlosci miejsce, w ktorym spotykala sie inteligencja zachodniego Bengalu.
Ogolnie Kalkuta wyarla na ns bardzo dobre wrazenie - w porownaniu z reszta duzych miast zdecydowanie numer 1 w Indiach. Az trudno nam uwierzyc, ze przy hinduskim podejsciu do czystosci, mona w 14 milionowym miescie utrzymac taki porzadek. Widoczne to jest rowniesz w ruchu drogowym, ktory jak na indyjskie standardy jest dosc uporzadkowany. Rowniez sama architektura miasta jest inna ni w reszcue Indii, ktore zwiedzilismy - zdecydowanie widac wplywy brytyjskie - w koncu wyniesli sie oni z Indii dopiero w 1947 roku.

Na dzisiaj przewidujemy jeszcze jakis mal shopping prezentowy i kolacje, a jutro o 5 rano ruszam na lotniko i lecimy podbijac plaze Goa:D

PS. Nie dodaje zdjec z varanasi (zalujcie:P), bo moja karta od aparatu chyba nie zniesie juz kolejnego ataku wirusow, z kafejek internetowych - boje sie ze strace 1500 zdjec, wiec wole nie ryzykowac.

24 września 2010

Varanasi

Od wczoraj rana jestesmy w Varanasi - kolejnym swietym miescie Indii - ponoc jednym z najwazniejszych. Podobno zeby zrozumiec hindusow trzeba tutaj przyjechac. I na pewno cos w tym jest, gdzy wlasnie tutaj odbywaja sie najwazniejsze w zyciu kazdego mieszkanca Indii obrzadki - palenie zwlok na stosie oraz wrzucenie prochow do Gangesu, rytualne modliwty nad woda, poranne kapiele, puszczanie swiec na wode w intencji najblizszych i sporo innych.
My po doarciu rano nocnym pociagem z Satny postanowilismy sie najpierw przespac,a pozniej ruszylimsy zwiedzac Sarnath - buddyjska miejscowowsc pod varanasi. NIe wywarla na nas niestety wiekszego wrazenia, okolo 17 wroclismy nad Ganges i wynajelismy lodz na 2h rejs po rzece. Trafilismy na malego przewodnika, ktory bardzo dobrze mowil po angielsku i troche nam opowiedziel o zwyczajach panujacych nad Ganga River. Na pewno jest to interesujce dozananie, kiedy plynie sie lodzia po wezbranych przez monsun wodach Gangesu i obserwuje ludzi celebrujacych swoich bogow, pijacych wode, w ktorej obok ktos sie kapie, a kawalek dalej wrzucaja do wody prochy skremowanych ludzi.
Dzisiaj natomaist zerwalismy sie o 5 rno zeby zdzyc na wschod slonca, ktory znowu obserwowalismy z wynajetej lodzi. Tym razem poplynelismy w drugim kierunku, gdzie znajduja sie Ghaty na ktorych kremuje sie ludzi. Sa dwa najwazniejsze- na jednym kremuje sie biedota - jest to krematorium elektryczny, natomaist kawalek dalej sie ludzi bogatych na drogich rodzajach drewna. Wyglada troche makabrycznie - cialo podlega kremacji przez 3h.

Nasz plan na dzisiaj to spacer na ten glowny krematoryjny ghat i obserwacja ceremonii o zachodzie slonca.

Aha - wczoraj sporo ludzi mowilo nam o zamieszkach na tle religijnym pomiedzy hindusami i muzulmanami, ktore moga miec miejsce w miescie. Przyczyna miala byc oddalona o 200km stad swiatynia, ktora hindusi uznaja za swoja , a muzulamnie za meczet. Jednak w miescie podobno jest porozstawiane sporo armii i jak na razie jest spokojnie i nic sie nie dzieje. W informacji turystycznej zapewniono nas ze nie mamy sie czego obawiac.

Zdjec niestesty, ze wzgeldu na tragiczny stan komputera, nie uda mi sie wrzucic. Postaram sie to zrobic jutro w innej kafejce.

21 września 2010

Khajurao - Kamasutra Temples



;p


Od wczoraj jestesmy w Khajurao - podroz z Orchy zajela nam okolo 6 godzin, wiec nie bylo tak zle. Miasto okazalo sie dosc turystycznym miejscem ,ale nie ma sie co dziwic skoro sa tutaj slynne oraz wpisane na liste UNESCO swiatynie przedstawiajace rozne pozycje z kamasutry (i nie tylk - odsylam do zdjec). Przez ilosc turystow, ktorzy tutaj sie zjawiaja, o wiele wieksza jest tez nachalnosc sklepikarzy i straganiarzy sprzedajacych souveniry - dosc ostro zaszli nam za skore:/
Wczoraj ze wzgleddu na pogode i dosc pozna pore przybycie do Khajurao, tylko przeszlismy sie wieczorkiem po miescie, a pozniej zroblismy w GH mala impreze z okazji moich dzisiajszych urodzin ( dziekuje wszystkim za zyczenia:). Natomiast dzisiaj zwiedzilismy kompleks zachodnich swiatyn, a pozniej wynajelismy rowery i zjechalismy pozostale zabytki rozsiane po calym miescie - ogolnie dzien bardzo przyjemny. A swiatynie? Na pewno specyficzne, bardzo zachowane, kunsztownie wykonczone - zdecydowanie nam sie podobaly, chociaz na koniec dnia bylismy juznimi troszke znuzeni, gdzy w wiekszosci sa bardzo pdoobne architektonicznie. Takze sama forma zwiedzania na rowerze byla super, takze dzisiajwszy dzien zaliczamy jak najbardziej do udanych:)

Jutro rano planujemy zobaczyc pobliskie wodospady i o 14 zwijamy manatki i jedziemey dalej - tym razem Varanasi i swiete ghaty.

19 września 2010

Orhcha - miasto swiatyn

Swiatynia Ramy


Ganesh Holiday
W Indiach nic nie jest za darmo - za zdjeie chciala 5 rupii;)
Figurka Ganesha przed zatopieniem w rzece

Dostalem blogoslawienstwo:)

Do Orhchy trafilismy dosc przypadkowo, bo na poczatku nie bylo jej w planie. Mielismy jechac do Bundi, lecz ze wzgledu na zly i czasochlonny dojazd postanowlismy to miejwsce pominac i ewentualnie cos po drodze dodatkowo zobzcayc- i w ten sposob przypatoczyla nam sie Orhcha. Miasteczko jest bardzo male - ma niecale 8 tys mieszkancow- jest dosc kameralne, co przy ilosci zabytkow sprawia, ze bardzo przyjemnie sie tutaj przebywa. Na pewno na nas zobraz Orchhy my wplyw to, iz wczoraj przypadkiem trafilismy na Swieto Boga Genesha, dosc hucznie tutaj obchodzone. Przez caly dzien po miescie jezdzily samochody i ciezarowki z fugurami bozka, ludzie sypali sie rozowym barwnikiem ( mi sie rowniez dostalo - a glownie mojej torbie na aparat - teraz jest rozowa w stylu " Twinky Winky";)) , a nastepnie cala impreza przenosila sie nad rzeke, gdzie ludzie topili figurki boga, co mialo im pryniesc szczescie losu i odpkupienie. Ciekawe doswiadczenie ogladac takie obrzadki na zywo i moc poczuc dokladniej atmosfere swieta.
Dzisiaj natomiast caly dzien poswiecamy na zwiedzanie swiatyn, a jest ich tu masa. Glowny kompleks znajduje sie na wyspie. ktora oplywa z kazdej strony okoliczna rzeka. Oprocz tego wiele budowli znajduje sie w samym miescie i okolicy. Przejscie tego wszystkiego zajumje dosc duzo czasu, ale jest tego warte. Swiatynie sa w dobrym stanie, czesciowo porosniete przez dzungle, co daje bardzo fajny efekt. Swoja styilstyka troche podobne sa do swiatyn, ktore widzialem w zeszyl roku w Ayuthayi w Tajlandii.
Tak wiec Orchhe na pewno b3dziemy dobrze wspominac, bo przez przypadek udalo nam sie trafic do naprtawde ciekawego miejsca. Kolejne cele na na szej trasie to Khajurao i Varanasi. Jutro ruszamy do tego pierwszego - podroz powinna nam to zajac pol dnia.

Jeszcze na koniec z cyklu : "Poznajemy Indie - czystosc i higina" : ogolnie w Indiach smierdzi, jest brudno, co chwile twoj nos atakuja nowe, nieokreslone zapachy, a chodzac po ulicach musisz sie miec zawsze na bacznosci, zeb nie wdepnac w " placek" roznego pochodzenia ( rownie dobrze moze to byc krowi, kozi, psi czy ludzki:/). Wszystkim ktorzy czytali ksiazke Jaroslawa Kreta "Moje Indie" polecam wyrzucic to scierwo do kosza. Autor, ktory uwaza sie za wielkiego znawce Indii, ni ma o nich zielonego pojecia - przyjezdza do Delhi do swoich znajomych hindusow, ktorzy naleza chyab do najbogatszej klasy spolecznej i jest przez nich wozony klimatyzowana taksowka do najbardziej turystycznych miejsc. a najbardziej nas rozbawia jego stwierdzenie, ze hindusi to bardzo czysty narod - bullshit! Indie na pewno wystawiaja nasze poczucie czystosci i ladu na probe. Szok przy pierwszym kontakcie jest ogromny, ale z czasem do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic - na nas juz zadnego wrazenia nie robia dzieci srajace na ulicy, przy tlumach przehodniow, czy faceci, ktorzy wystawiaja swoje przyrodzenia na wierzch na peronach i sikaja na tory... Incredible India!! ale ogolne jest bardzo fajnie:D

17 września 2010

Wielki Taj i Fatehpur Sikri






Ostatnia calonocna podroz z Jodphuru do Agry okazala sie lepsza niz nasz ostatni tak dlugi przejazd do Amritsaru. Wynikalo to najprawdopodobniej z tego, ze mniejszy byl tlum ludzi w pociagu, mniej bylo sprzedawcow jedzenia i chai'u, a nam samym udalo sie jakos wygodniej rozlokowac, tak ze cala podroz dosc znosnie przebiegla.
Tak wiec od wczoraj jestesmy w Agrze - miejscu obowiazkowym dla wszystkich osob odwiedzjacych Indie - z najslynniejszym zabytkiem tego kraju; Taj Mahalem. Nam udalo sie znalezc dosc dobry i tani (8zl) nocleg, wlasciwie przy samej bramie wejsciowej do Taj, z restauracja z widokiem na zabytek. Po krotkiej drzemce, by zregenerowac nieco sily po podrozy, ok 11 udalismy sie zwiedzac to cudo. Oczywiscie na sam poczatek potraktowali nas biletem za 750 rupii, gdzie tubylce placa 10rupii :/ no ale co mielismy zrobic, poslusznie wydalismy tyle i w koncu weszlismy by zobaczyc ten jeden z cudow swiata. rzeczywiscie jest olsniewajacy, ogromny i piekny. Zmienia nieco swoj odcin w zaleznosc od oswietlenia. Obejscie calego kompleksu zajelo nam 3h, ogladalismy Taj z kazdej strony, podziwiajac drobne ornamnty i mozaiki.
Pod wieczor zrobilismy sobie jeszcze spacer na druga strone rzeki, zeby obejrzec monment z drugiejstrony. Przy okazji ogladalismy festiwal, ktory akurat mial miejsce w miescie, a polegal na plywaniu grupek ludzi w rzece, z flagami, na zasadzie kto szybciej splynie z nurtem w dol rzeki;)

Dzisiaj natomisat pojechalismy lokalnym autobusem do oddalonego o 40 km Fatehpur Sikri, dawnej stolicy Mugolskiej, ktor obecnie jest opuszczona i zostala wpisana na liste zabytkow UNESCO. Bardzo ciekawy kompleks, dosc sporo budowli, do tego oprowadzal nas przewodnik, przez co dowiedzielismy sie paru szczegolow, ktorych nie ma w naszych guide bookach.

Jutro bedziemy sie zbierac do Orchy, ktora bedzie naszym dodatkowym przystankem przed Khajurao, z racji ze udalo nam sie zaoszczedzic pare dni, omijajac Bundi.
Aha- mialem napisac , ze dzisiaj w nocy malpy ukradly Oldze sandaly, ktore suszyly sie na balkonie, ale w pore sie zorientowala i po pogoni za malpa, odzyskala sandala;)

PS Bardzo wszystkim dziekuje za ostatnie komantarze - jestem naprawde wzruszony oddzewem na moja kasliwa uwage:p

Pozdrawiam wszystkich czytajacych i uczacych sie na pamiec:p

14 września 2010

Jodphur - niebieskie miasto





Wczoraj udalo nam sie pokonac 175 km trase z Pushkaru do Jodphuru w 8 godzin i o 16 zawitalismy do niebieskiego miasta - planem na wczoraj byla wizyta w indyjskim kinie na jakims hiciorze z bollywood. Wybor padl na Dabang - bylo bardzo smiesznie, kiedy my pekalismy ze smiechu w czasie ich scen walki i "niesamowitych" efektow sepcjalnych, a w tym czasie reszta widowni patrzyla na to jak w transie:p
Dzisiaj natomiast 4h zwiedzalimsy najwieksza trakcjie Jodphuru- Fort Maharganji. Bylo bardzo fajnie, poniewaz w cene biletu wliczony byl audio-przeowdnik; bardzo dobrze przygotowany, przez co zwiedzanie bylo bardzo przyjemne:) niestesty na koniec musiuelismy uciekac z fortu, bo zlapala nas ulewa i cali mokrzy dotarlismy do Guesthouse'a. Na szczescie przed ulewa udalo nam sie zrobic pare zdejc niebieskiego miasta - wieksosc fasad budynow jest malowana na niebiesko, co zmniejsza troche nagrzewanie podczas upalow.
Dzis tez udalo nam sie kupic bilety na piociag do Agry - niestesty zostaly wolne tylko w klasie sleepers, a liczylismy na klase AC3. Tak wiec 12h podroz moze znowu na porzadnie zmeczyc.

PS mam nadzieje , ze ktos tego bloga czyat, bo komentarzy nie ma za wiele...

12 września 2010

Pushkar cd





Spokojnie dalej zwiedzamy sobie Pushkar i odrobine zwalniamy tempo w naszej expressowej podrozy przez Indie. wczoraj po poludniu zaliczylismy jeszcze basen w hotelu obok - takie drbne ozezwienie zdecydowanie bylo potrzebne po 2 tygodniach w indyjskim skwarze. dzisiaj zdobylismy kolejna swiatynie na szczycie oraz zwiedzamy co nam pozostalo do zobaczenie w Pushkarze. Jutro rano planujemy sie przetransportowac do Jodphuru.

11 września 2010

Pushkar






Obecnie jestesmy w Pushkarze-jednym ze swietyvh miast Indii. wielu pielgrzymow przybywa tutaj. zeby przez 3dni zazywac kapieli w swietym jeziorze, co ma ich doprowadzic do oczyszczenia. Jest tutaj tez jedyna swiatynia Brahmy na swiecie, do ktorej przybywaja tlumy ludzi. Nad miastem wznosza sie dwa wzgorza. na ktorych umiejscowuione sa swiatynie "doszlej" i "niedoszlej" zony Brahmy.
Miasteczko jest male i spokojne, jak an standardy indyjskie. Ma tylko 15 tys mieszkancow i praktycznie w kazde miejsce mozna sie dostac piechota w 5 minut. zamierzamy tutaj spedzic jeszcze 2 noclegi i nastepnie przejechac do pobliskiego Jodphuru. Pobyt w Pushkarze chcemy potraktowac odpoczynkowo, bo troszke nas zmeczyly dalekie przejazdy praktycznie co drugi dzien. A tutaj w ssiednim hotelu mamy bardzo fajny basen, z ktorego mozna korzystac na za drobna oplata, wiec na pewno sie skusimy:)

9 września 2010

Jaipur - pink city





dla rodzicow Olgi z pozdrowieniami od coreczki


Wczoraj wieczorem po trwajacej praktycznie 24 godzin podrozy udalo nam sie dotrzec do Jaipuru. Wyjechalismy z Mcleod ganj o 18 nocnymm autobusem , do Delhi dotarlismy o 6 rano, pojechalismy do hostelu, w ktorym zatrzymala sie Kasia ze Stasiem. Poszlismy na dworzec kupic bilety pociagaowe do Jaipuru, poszwedalismy sie troche po miescie i o 15 wyjechalismy dalej do rozowego miasta. Dotarlismy tam na 21, rozlokowalismy sie w naprawde przyzwoitym hostelu i w koncu moglismy odpoczac, bo bylismy zmasakrowani tym ciaglym jezdzeniem.

dzisiaj intensywnie zwiedzalismy miasto - bylismy w najwiekszym obserwatorium astronomicznym w Indiach Jantar Mantar oraz w Palacu wiatrow Hawa Machal, gdzie Olga sprawdfzala wytrzymalaosc swojej zaslepki od aparatu zrzucajac ja z 30 metrowej wiezy:p Potem weszlismy na wznoszacy sie nad miastem fort i pojechalismy do Monkey Temple gdzie jedna z malp chciala mnie okrasc i zostalem przez nie zaatakowany( zrobila americam smuile i sie na mnie rzucila - zdjecia)!:p

Ogolnie Jaipur odbieramy bardzo pozytywnie, jutro ruszamy jeszcze do Amber Fortu, zeby dziewczyny mogly sobie pojezdzic na sloniach:p i po dwieczor przeniesieomy sie do lezacego niedaleko Pushkaru - 4h jazdy autobusem.

Dla bardziej zainteresowanych adres bloga Kasi i Stasia : www.kapusta.bloog.pl