Jestesmy od wczoraj w Amritsarze. Miejsce jest zdecydowanie inne niz NEw Delhi - cale zycie ludzi toczy sie wokol kompelksu Zlotej Swiatyni, wktory wchodz tez swiete jezioro, deptak dla pielgrzymow oraz darmowe jadlodajnia i noclegownia dla przsyjezdnych.
Miejsce jest magiczne i bardzo kliamtyczne - sklania do rwefleksji i wyciczenia, a sami Sih\khowie sa bardz mili i otwarci, stopniowo wporwadzajac nas w swoje zwyczaje religijne. Odnosze wrazenie, ze im dluzej tu jestesmy to bardziej traktowani jestesmy jak swoi.
Zywimy sie w wyzej wymienionej jadlodajni dla turystow, ktora sdama w sobie jest miejscem niesamowitym, bo dziennie posilek zjada tu 40 tys, osob! Wszystko zorganizowane jest bardzo sprawnie, a osobami ktore usluguja i gotuja sda sami pielgrzymi, ktorzy w ten sposob odwidzieczaja sie za darmowa strawe.
Dzien dzisiajszy postanowilismy poswiecic na obejrzenie Muzeum Sikhow oraz wyjazd do oddalonej 40 km od Amritsaru granicy indyjsko-pakistanskiej, na ktorej codziennie od odbywaja sie pokazy otwierania granicy - jest to dosc smieszna demonstarcja sily, z okrzykami oraz kibicoaniem tlumu.
I jeszcze z ciekawostek - doszedlem do wnio0sku ze najladniejsze hinduski sa w armii, oni chyba robia Mis Indii po to by wuselekcjonowac najladniejsze dziewczyny do wojska;)
Jutro ruszamy do Dharamsali a stamtad do Mc Leod Ganj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz