19 września 2010

Orhcha - miasto swiatyn

Swiatynia Ramy


Ganesh Holiday
W Indiach nic nie jest za darmo - za zdjeie chciala 5 rupii;)
Figurka Ganesha przed zatopieniem w rzece

Dostalem blogoslawienstwo:)

Do Orhchy trafilismy dosc przypadkowo, bo na poczatku nie bylo jej w planie. Mielismy jechac do Bundi, lecz ze wzgledu na zly i czasochlonny dojazd postanowlismy to miejwsce pominac i ewentualnie cos po drodze dodatkowo zobzcayc- i w ten sposob przypatoczyla nam sie Orhcha. Miasteczko jest bardzo male - ma niecale 8 tys mieszkancow- jest dosc kameralne, co przy ilosci zabytkow sprawia, ze bardzo przyjemnie sie tutaj przebywa. Na pewno na nas zobraz Orchhy my wplyw to, iz wczoraj przypadkiem trafilismy na Swieto Boga Genesha, dosc hucznie tutaj obchodzone. Przez caly dzien po miescie jezdzily samochody i ciezarowki z fugurami bozka, ludzie sypali sie rozowym barwnikiem ( mi sie rowniez dostalo - a glownie mojej torbie na aparat - teraz jest rozowa w stylu " Twinky Winky";)) , a nastepnie cala impreza przenosila sie nad rzeke, gdzie ludzie topili figurki boga, co mialo im pryniesc szczescie losu i odpkupienie. Ciekawe doswiadczenie ogladac takie obrzadki na zywo i moc poczuc dokladniej atmosfere swieta.
Dzisiaj natomiast caly dzien poswiecamy na zwiedzanie swiatyn, a jest ich tu masa. Glowny kompleks znajduje sie na wyspie. ktora oplywa z kazdej strony okoliczna rzeka. Oprocz tego wiele budowli znajduje sie w samym miescie i okolicy. Przejscie tego wszystkiego zajumje dosc duzo czasu, ale jest tego warte. Swiatynie sa w dobrym stanie, czesciowo porosniete przez dzungle, co daje bardzo fajny efekt. Swoja styilstyka troche podobne sa do swiatyn, ktore widzialem w zeszyl roku w Ayuthayi w Tajlandii.
Tak wiec Orchhe na pewno b3dziemy dobrze wspominac, bo przez przypadek udalo nam sie trafic do naprtawde ciekawego miejsca. Kolejne cele na na szej trasie to Khajurao i Varanasi. Jutro ruszamy do tego pierwszego - podroz powinna nam to zajac pol dnia.

Jeszcze na koniec z cyklu : "Poznajemy Indie - czystosc i higina" : ogolnie w Indiach smierdzi, jest brudno, co chwile twoj nos atakuja nowe, nieokreslone zapachy, a chodzac po ulicach musisz sie miec zawsze na bacznosci, zeb nie wdepnac w " placek" roznego pochodzenia ( rownie dobrze moze to byc krowi, kozi, psi czy ludzki:/). Wszystkim ktorzy czytali ksiazke Jaroslawa Kreta "Moje Indie" polecam wyrzucic to scierwo do kosza. Autor, ktory uwaza sie za wielkiego znawce Indii, ni ma o nich zielonego pojecia - przyjezdza do Delhi do swoich znajomych hindusow, ktorzy naleza chyab do najbogatszej klasy spolecznej i jest przez nich wozony klimatyzowana taksowka do najbardziej turystycznych miejsc. a najbardziej nas rozbawia jego stwierdzenie, ze hindusi to bardzo czysty narod - bullshit! Indie na pewno wystawiaja nasze poczucie czystosci i ladu na probe. Szok przy pierwszym kontakcie jest ogromny, ale z czasem do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic - na nas juz zadnego wrazenia nie robia dzieci srajace na ulicy, przy tlumach przehodniow, czy faceci, ktorzy wystawiaja swoje przyrodzenia na wierzch na peronach i sikaja na tory... Incredible India!! ale ogolne jest bardzo fajnie:D

1 komentarz:

  1. Pipi, jak dla mnie nie wygladasz jak poblogoslawiony tylko po headshot'cie!
    Oldze gratuluje pogoni za malpa- nie wiem skad ta Dziewczyna czerpie swoje talenty!

    Jak sie okazuje jednak nie trzeba leciec tak dalko po odrobine egzotyki: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,8399759,Mieszkanka_Nowowiejskiej_znalazla_weza_w_toalecie.html
    W takich okolicznosciach zalatwianie sie na tory lub na ulicy to wrecz walka o przezycie..

    OdpowiedzUsuń