Podczas naszej 4 tyg podrozy po Indiach zdazylismy wyrobis sobie bardzo dober zdanie o indyjskich kolejach panstwowych - zazwyczaj pociagi przsyjezdzaly na czas, na perony, ktore byly zaznaczone na bilecie, dojezdzaly tez o czasie na miejsce - ogolnie bylo ok. Jednak nasza ostatnia podroz pociagiem w Indiach okaala sie jaka makabra. Odjazd z varanasi mielismy o 18, na miejscu w Kalkucie powinnismy byc o 8 rano. Od razu po dotarciu na dworzec okazalo sie , ze pociag jest spozniony 3h, udalismy sie wiec od kliamtyzowanej poczekalni dla turystow, ktora jednak o 20 byla zamykana, musielismy sie wiec przeniesc na peron, gdzie w towarzystwiw natrkomanow, zebrakow i krow, czekalimsy ostatecznie do 24, bo wtedy to pociag przyjechal - z 6h spoznieniem. W czasdie jazdy nie nadrobil w ogole czasu, co wiecej okazalo sie ze na miejsce doatrlismy o 17, wiec z 9 godzinnym spoznieniem:/ cal dzien zwiedzania , ktrory mielismy zalanowany, nam przepadl. W sumioe to i tak dobrze ,ze taka historia na koniec wyprawy nam sie przydazyla i to tylko raz...
Dzisiaj nasze zwiedzanie zaczelimsy od Domu Matki Teresy, w ktorym jest jej grobowiec oraz w ktorym mieszkala. na miejscu znajduje sie tez mala wystawa na temat jej zycia. Pozniej udalismy sie do Victoria Memoril, ostkolonilnej pozostalosc po Anglikach - postawionej ku czci krolowej Wiktorii. Duzy monumentalny budynek, troche w stylu katedr Sw. Pawla w Londynie. Na koniec udalismy sie na College Street, lice pelna sklepow z ksiazkami, w przeszlosci miejsce, w ktorym spotykala sie inteligencja zachodniego Bengalu.
Ogolnie Kalkuta wyarla na ns bardzo dobre wrazenie - w porownaniu z reszta duzych miast zdecydowanie numer 1 w Indiach. Az trudno nam uwierzyc, ze przy hinduskim podejsciu do czystosci, mona w 14 milionowym miescie utrzymac taki porzadek. Widoczne to jest rowniesz w ruchu drogowym, ktory jak na indyjskie standardy jest dosc uporzadkowany. Rowniez sama architektura miasta jest inna ni w reszcue Indii, ktore zwiedzilismy - zdecydowanie widac wplywy brytyjskie - w koncu wyniesli sie oni z Indii dopiero w 1947 roku.
Na dzisiaj przewidujemy jeszcze jakis mal shopping prezentowy i kolacje, a jutro o 5 rano ruszam na lotniko i lecimy podbijac plaze Goa:D
PS. Nie dodaje zdjec z varanasi (zalujcie:P), bo moja karta od aparatu chyba nie zniesie juz kolejnego ataku wirusow, z kafejek internetowych - boje sie ze strace 1500 zdjec, wiec wole nie ryzykowac.
pawel, to na dworcu to byly szczury a nie krowy....
OdpowiedzUsuńja chce zdjecia!
OdpowiedzUsuń