25 lipca 2011

Singapore




W tle Marina Bay Sand

Singapur zostawilismy sobie na koniec naszego pobytu w Azji. jest to jedno z najdrozszych panstw na swiecie, ale za to poziom zycia zdecydowanie odbiega od standardow. Wszytsko jest swietnie zorganizowane, czyste i uregulowane wieloma zakazami.
Dzisiaj, po nieprzespanej nocy, polprzytomni staralismy sie cos zwiedzic. Zaliczylismy najwieksza atrakcje Singapuru - Marina BAy oraz hotel Marina Bay Sands, na przeciwko ktorego znajduje sie znak Singapuru - pol lew, pol ryba. Miast zwiedzamy na piechote, chociaz wszyscy nam radzili metro. Jest tak z dwoch powodow - pierwszy to cena biletow na metro, a drugi to niewielkie odleglosci, ktore udaje nam sie w krotkim czasie pokonac.
Miasto naprawde da sie lubic, mieszkanie tutaj na pewno nie jest trudne. Jest to najlepiej funkcjonujaca wielka metropolia w jakiej bylem. Widac ze zakazami i karami nawet Azjatow mozna nauczyc porzadku i regularnosci!:)
Na jutro przewidujemy zwiedzanie wyspy Sentosa, z parkami rozrwyki i zoo oraz dzielnice Chinatown, ktora zostala nam zachwalona przez kasie i Stasia. Natomiast pod wieczor zbieramy sie na lotnisko i zaczynamy powrot do Polski - dobre parenascie godzin.

Kuta, Balii





Wczorjaszy dzien spedzilismy w Kucie, najbardziej lanserskim miejscu na Bali. I lans bylo widac od samego poczatku. 5 gwiazdkowe hotele, surferzy w markowych ciuchach i takie, takie. A my jak zobaczylismy plaze to ja wysmialismy. Tyle jest o wieeele lepszych w Indonezji, ze az dziw ze wlasnie ta jest najslynniejsza. Po trosze na pewno dlatego, ze panuja tutaj najlepsze warunki do surfowania, a wlasnie Autsralijczykow, ktorzy sa w tym sporcie zakochani, jest tutaj najwiecej. Dla nich kuta to jak dla nas wyjazd do Leby;)
W kucie nie nocowalismy, o 9 rano przylecielimsy z Labuan Bajo a nastepnego dnia o 6 mielismylot do Singapuru. caly dzien wiec przelezelismy na plazy, a wieczorem zebralismy sie na lotnisko, gdzie do rana koczowalismy w McDonaldzie.
I tyle by bylo na temat Kuty. Zdecydowanie nie chcialoby mi sie leciec 12h z Polski, zeby zobaczyc to co soba owe miejsce przedstawia:)

23 lipca 2011

Seraya island



Ostatnie dwa dni spedzilismy na wyspie Seraya, niedaleko Labuan bajo. Wyjezdzajac z bajawy plan mielismy jasny - dojechac do Labuan Bajo, zarezerwowac nocleg na wysepce i nastepnego dnia byczyc sie na plazy. Jednak po 12h podrozy mielismy maly problem, bo wszedzie nam mowiono, ze miejsca na obu dostepnych z noclegiem wysepkach; Kanawie i Serayi sa pozajmowane:/ NIe mielsimy juz sily dluzej drazy tematu i postanowilismy rano zadzialac - na szczescie okazalo sie ze jeszcze na Serayi znajdzie sie dla nas miejsce i o 11 siedzielimy w lodzi plynacej na wyspie. A ona sama okazala sie bajkowa-bialy piaseczek, turkosowa woda, ciekawa rafa z zolwiami, plaszczkami, murenami i cala masa innych morskich zyjatek. czas mijal nam bardzo przyjemnie, wlasnie takiego relaksu potrzebowalismy, bo naszych gorskich eskapadach do Ruteng i Bajawy, gdzie nas porzadnie wymrozilo:/ Snorkling, plazowaqnie,pod wieczor siatkowka i ogladanie zachodow slonca - tak mniej wiecej mijaly nam dni:) A cena za taka przyjemnosc to okolo 120 tys rupii za osobe dziennie, czyli ok40 zl:)
Jutro z rana mamy lot powrotny do Denpasar na Bali. Mamy zamiar zostawic tobolki na lotnisku i zaliczxyc plaze w slynnej Kucie - mecce surferow i najlepszym miejscu na lans na calym Bali. Zobaczymy czy tamtejsze plaze rzeczywiscie sa warte takiego splendoru. NOc spedzimy na lotnisku, poniewaz lot powrotny do Singapuru mamy o 6 rano, szkoda szukac noclegu. Kolejnego dnia mamy lot powrotny do Polski. Czyli 3 kolejne dni i 3 loty - aspirynka juz czeka;)

19 lipca 2011

Bajawa




Wczoraj dotarlismy po 5 godzinnej podrozy z Ruteng do Bajawy. W sumie to powinnismy wyjechac stamtad godzine wczesnije, ale Indonezyjczycy maja dosc ciekawy sposob zbierania pasazerow, objezdzajac po kolei wszystkie czesc miasta, ladujac opony, kurczaki, ludzi itd. Zajmuje to zazwyczaj sporo czasu. Do teg zanim wyjechalismy z Ruteng 3 razy zmienil nam sie kierowca:) Ale po 4 tygodniach tutaj takie cos nas juz malo stresuje.
Bajawa miala byc nasz baza wypadowa do zwiedzania okoliczncyh wiosek ludu Ngada, ktory cigale zyje w dosc prymitywny sposob - w drewnianych chatkach, krytych sloma, zazwyczaj bez pradu i inncyh dogodnosci. Na zwiedzanie okolicy wynajelismy dwa motory z kierowcami i zdecydowanie byla to dobra decyzja, bo okoliczne drogi sa w oplakanym stanie. W zasadzie to ich nie ma, po prostu miedzy drzewami sa powysypywane kamienie:) W ciagu dnia udalo nam sie odwiedzic 3 wioski Langa, Bena i Nage oraz dodatkowo gorace zrodla ktore okazaly sie hitem dnia. Jest to miejsce gdzie dwa strumienie sie lacza. W jednym znich plynie woda o temperaturze ok 60 stopni, w drugim 10 stopni,, a gdy sie polacza daja idealne 40 stopni:D
Same wioski rowniez byly bardzo interesujace, wszedzie bylismy bardzo otwarcie przyjmowani, dzieciaki za nami biegaly oraz czestowano nas arakiem - tutejsza wodka kokosowa(albo ryzowa). Dzien zdecydowanie musimy zaliczyc do udanych.
Caly jutrzejszy dzien spedzimy w drodze powortnej do Labuan Bajo, skad mamy w planie kolejnego dnia poplynac na dwa dni na wypse Kanawa, na ktorej znajduje sie tylko 14 bungalowow i nic wiecej. Po prostu dwa dni na plazy na koniec pobytu w Indonezji:)

17 lipca 2011

Wiecej zdjec z Komodo

Jakas laska chciala sobie ze mna zrobic zdjecie...;)


Przedszkole na wycieczce

Ruteng





Przystanek w Ruteng na naszej drodze do Bajawy zrobilismy glownie po to, zeby zobaczyc slynne pajecze pola ryzowe. Na samo zwiedzenie oklicy mielismy pol dnia, ale spokojnie wystarczylo. Po przyjechaniu okolo poludnia od razu sie zerbalismy i zlapalismy bemo do pobliskiej wioski Cancar, w ktorej jest punkt widokowy na pola. A same pola spektakularne, usytuowane w dolinie, dosc sporych rozmiarow. Swoj ksztalt zawdzieczaja podobno bogom urodzaju, u ktorych taki ksztalt ma wyprosic blogoslwaienstwa i udane zbiory. Po powrocie do miasta udalo nam sie jeszcze zobaczyc wioske-skansen o zanwie Kapmung Ruteng(ok 3km za miastem). Jest to pozostalosc dawnej osady, z charakterystycznym kregiem z kamieni oraz oltarzem do skladania ofiar. Cahtki zostaly odbudowane na nowo. Na tym w sumie konczy sie nasz dzisiejszy dzien, bo ok 18 zaczela sie ulewa i przegnala nas do GH.
Ostatnio zapomnialem dodac, ze nia ma z nami juz Kasi i Stasia...odeszli... poszli byli swoja droga:) Rozdzielilismy sie,bo zostaja oni troszke dluzej nim my w Indonezji i mieli w planach jeszcze dalej na wschod Flores sie kierowac, wiec szybko w tamtym kierunku pognali.
My natomiast jutro przemieszczamy sie do Bajawy, zeby obejrzec okoliczne plemiona i ich wioski.

16 lipca 2011

Komodo NationaL Park - Jurassic park:)






Nareszcie dotarlismy na slynne wyspy Komodo, a wlasciwie to do miasta portowego Labuan bajo, ktore jest najlepsza baza wypadowa na wyjazdy w celu obserwowania waranow. Wczoraj zorganizowalismy sobie wycieczke jednodniowa razem z ludzmi poznanymi na promie, co wyszlo nas dosc tanio. Do tego okazalo sie ze od tego roku zniesiono oplate w wysokosci 20 dol na cele ochorny parku narodowego. Wiec calodniowy trip z 3h trekkingiem po Rince ( jedna z dwoch wysp obok Komodo na ktorej zyja warany, jednak troche mniejsza, bardziej dzika i blizej stalego ladu) i pozniejszym snorklowaniem na rewelacyjnej rafie, kosztowal nas ok 230 tys rupii - ok 80zl:) Napotkani ludzie za 2 dniowy wyjazd placili ok 1,5 mln, wiec zrobilismy dobry deal.
A sama wycieczka byla niesamowita. Wyspy Komodo i rinca sa najbardziej suchymi miejscami w Indonzeji, co od razu widac - suchy, sawannowy krajobraz przypominal te z filmow Jurassic Park. Jak do tego sie doda 1000 trzymetrowych Ora;jak w tutejszym jezyku nazywaja warany, to efekt jest naprawde spektakularny!! Na miejscu mielismy 3h trekking z przeowdnikiem, ktory dosc dobrze opisal nam zwyczaje i zachowania gadow, udalo nam sie tez 2 wypatrzec podczas wylegiwania w trawie. Pozostala dosc sporo grupe zwierzakow prawie zawsze mozna znalezc pod kuchnia przy wejsciu do parku Narodowego. Cierpliwie czekaja tam na resztki z posilkow. Podczas naszego 3h marszu, nawet nie zmienily pozycji - po powrocie zastalismy je w tych samych miejscach. Na koniec zatrzyamlismy sie przy malej wysepce na snorkling i to co zastalismy pod woda, przeszlo nasze najsmielsze oczekiwania. Na takiej rafie jeszcze nie plywalem. Potwierdzilo sie ze iokolice Komodo to jedno z najlepszych na swiecie miejsc do nurkowania i snorklowania. Zdecydowanie bedziemy jeszcze chcieli przed wylotem tutaj poplywac! A co do wylotu to udalo nam sie ostetecznie klupic bilet lotniczy do Denpasar na Bali, nawet za dosxc atrakcyjna cene. Wiec o 2dniwoym powrocie przez 3 wyspy mozemy na sczescie zapomniec:)
Jutrop ruszamy dalej do Ruteng ogladac pajecze pola ryzowe, a nastepnie do Bajawy, by podgladac okoliczne dziko zyjace plemiona tubylcow.

14 lipca 2011

Gili Islands!!






Rezerwat ochrony zolwi na Trawangan

Ogolnie na plazach byly tlumy;)


Kolacyjka


Niestety wczoraj musielismy oposcic wysepki Gili, az zal bylo wyjezdzac - wydaje mi sie ze zdjecia w sumie wszystko mowia, ale pokrotce przytocze cos sie przez te 3 dni dzialo : plazowanie- snorklowanie - na koalcje seafood - plazowanie - snorklowanie -na kolacje seafood itd:D do tego nalezy jeszcze wrzucic spacery wokol wyspy i jednodniowa wycieczke na snorkling po pobliskich mniejszych wysepkach. BYly to dni blogiego lenistwa i nicnierobienia.Pogoda byla kapitalna - sloneczko i troche wiaterku, ktory momentami przynosil ochlode. Wystarczylo tylko na pare metrow wejsc do wody i od razu mozna bylo spotkac zowlie wodne i roznego rodzaju ryby rafowe. Oprocz tego znalezlismy nocny market na ktorym sprzedawano i przygotowywano swiezo wylowione ryby i owoce moza, po smiesznie niskich cenach , np caly kalmar z ryzem i warzywami za 17 zl - niebo w gebie!!)
Wyspy Gili sa 3 - male, otoczone rafa, znajduja sie przy brzegu wyspy Lombok( o wiele wiekszej) - my nocowalismy na najwekszej Trawangan. Troche dlatego, ze na ladzie jeszcze zostalismy nastraszeni, ze obecnie na wyspach jest masa turystow i moze byc trudno o nocleg. Okazalo sie ze ze znalezieniem Guesthouse'a nie bylo najmniejszego problemu, mozna bylo dowolnie przebierac w ofercie. Kazdy znalazlby cos dla siebie - polecamy szybkop tutaj przyejzdzac, bo w pobliskim porcie Bangsal buduja terminal dla lodzi miedzynarodowych i w miare dziewicze jeszcze Gili wkrotce moga zmienic sie w wyspy pelno 5 gwiadkowych hoteli - molochow.
Z gili ruszylismy w podroz na Komodo, wybralismy droge lodowo-morksa co okazalo sie raczej sredni wyborem. MIelsimy kolejno przemieszczac sie busem-promem-busem-promem. Niestety piierwszy prom mial opoznienie, pozniej o 12 w nocy pozla nam opona i wymiana zajela 1,5h:/ czego finalem bylo nasze spozniene na ostatni prom na Flores/Komodo. A jak sie okazalo tylko jeden dziennie kursuje, iwec jestesmy uwiezieni w jakiejs dziurze (doslownie!) na koncu swiata, na 1 dzien. Troche nas ta podroz wymeczyla, bo indoenzyjczycy lubua podrozowac z kurami i kogutami ( mielismy darmowy budzik o 4 rano, jak zaczal piac:/) do tego wciskaja maksyamlnie wiele osob do srodka, ciagle dostawiajac w korytarzu krzeselka - ogolnie bylo ciezko i powaznie zastanawaiamy sie nad powrotem samolotem. No coz, takie uroki podrozowania. Mam nadzieje ze jutro uda nam sie juz dotrzec na Komodo...


PS - tym razem wiecej foci z moim udzialem, bo niektorzy narzekali, ze malo;)

10 lipca 2011

Ubud






Dwa dni temu wyjechalismy z UBud, jednak ostatni post, ktorego prawie udalo mi sie napisac, zostal skasowany, przez przerwe w dostawie pradu:/ Ubud mialo dwa oblicza- jedno to piekne swiatynie, pola ryzowe i wszechobecna atmosfera artystyczna z masa wyastwa galeri etc., a drugie to tlumy bialych turystow z Australii, Holandii i NIemiec plus zgraje kobiet po 40tce, samotnych albo roziwedzionych, ktore po przeczytaniu kasiaki lub obejrzeniu filmu " Eat, Pray Love" ruszyly na Bali szukac milosci. Nazywalismy je " Julie Roberts". Ogolnie Ubud uceniemy jednak na plus:) Obecnie jestesmy na wyspach Gili - nazywanych rajskimi i rzeczywiscie takie sa - bialy piaseczek, blekitna woda, a w niej pelno kolorowych rybek i zowli morskich. Bedziemy tutaj jeszcze 2 dni, pozniejh napisze szersza relacje. Zarowno z Ubud jak i z Gili, bo internet jest tu cholernie drogi.

6 lipca 2011

Amed Coast

Galungan festival
Maly syn naszego gospodarza.


Dwa ostatnie dni spedzilismy w miejscowosc Jemeluk na wybrzezu Amed (pln-wsch Bali). Plaze tutaj nadal sa czarne, ale woda przejzysta z dosc ciekawa rafa, wiec sie nie nudzilismy. Ponadto mieszkalismy w Home Stay'u u rodziny tutejszego rybaka, ktora przyjela nas jak swoich, codzinnnie rozpieszczala , przygotowywala koalcje ze swiezo zlowionych ryb- az zal bylo wyjezdzac. Dodatkowo dzisiaj rano poprzebierali nas w tradycyjne stroje i zabrali na obchody swieta Galungan, ktore obecnie tutaj trwa. Bardzo fajnie bylo brac w takim czyms udzial, a same swieto jest troche podobne do naszej Wielkanocy - tez przynosi sie na oltarze pokarmy, ktore pozniej sa swiecone przez kaplana, a kazda rodzina ponadto przygotowuje wielka palme, ktora ustawia przed domem.
Z innych atrakcji - snorklowalismy przy wraku zatopionego japonskiego statku. Byl on mocno obrosniety rafa i dosc sporo bylo wokolo niezniszcoznego przez tsunami, zywego koralowca. Ciekawe miejsce na snorkling.
Dzisiaj natomaist dotarlismy juz do Ubud i momentalnie zrobilo sie bialo - wszedzie szaleni turysci z 5 gwiazdkowych hoteli z Kuty, ktorzy wybrali sie w glab ladu, zeby zobaczyc prawdziwe Bali. A teraz przechadzaja sie glowna ulica ze sklepami Billabonga, Paula' Smitha itd. Trcohe srednio nam taki klimat odpowiada, ale moze jutro, jak troche bardziej sie zaszyjemy w miast0, bedzie lepiej.

3 lipca 2011

Bali - Lovina

Gorace zrodelka - Aquapark we Wroclawiu;)
Cock fight!





OD dwoch dni jestesmy na Bali i jest zdecydowanie dooobrze:D wczoraj rano bylismy na Dolphin Tour i widzielismy dosc sporo delfinow, chociaz momentami caly wypad zakrawal o farse- gdy tlumy lodek ruszaly w pogon na stadem delfinow:D pozniej caly dzien sie smazylismy na plazy, ktora jest tutaj czarna=wulkaniczna oraz snorklowalismy na fragmentach rafy, ktore ostaly sie po tsunami z 2004 roku. Na caly dzisiejszy dzien natomiast wynajelismy skuterki i objechalismy okolice. Taka impreza kosztowala nas ok 10 zl za wynajecie skuterka i 7zl za paliwo:p podobaja mi sie takie ceny:D Bylismy przy wodospadzie GitGit, odwiedzilismy dwie swiatynie- z czego jedna na jeziorze, tam udalo nam sie przypadkiem trafic na walki kogutow, ktore sa dla tuejszych najlepsza postacia hazardu. Kazdy kogut przed walka ma do lapy przyczepiane ostrze ,ktorym pozniej atakuje przeciwnika - krwi dosc sporo sie leje.
Na koniec dnia zajechalismy na plantacje kawy i pogrzac sie w goracych zrodelkach.:) wiec jak widac na Bali za bardzo sie nie przemeczamy i dosc przyjemnie spedzamy czas. W tym miejscu zdecydowanie mozna sie zakochac i nie chodzi tutaj o plaze i slonce, ale bardziej o ludzi, przyrode i atmosfere jaka temu miejscu towarzyszy:)
Jutro ruszamy dalej do Amed, zeby snorklowac/nurkowac przy wraku zatopionego japonskiego statku.