Singapur zostawilismy sobie na koniec naszego pobytu w Azji. jest to jedno z najdrozszych panstw na swiecie, ale za to poziom zycia zdecydowanie odbiega od standardow. Wszytsko jest swietnie zorganizowane, czyste i uregulowane wieloma zakazami.
Dzisiaj, po nieprzespanej nocy, polprzytomni staralismy sie cos zwiedzic. Zaliczylismy najwieksza atrakcje Singapuru - Marina BAy oraz hotel Marina Bay Sands, na przeciwko ktorego znajduje sie znak Singapuru - pol lew, pol ryba. Miast zwiedzamy na piechote, chociaz wszyscy nam radzili metro. Jest tak z dwoch powodow - pierwszy to cena biletow na metro, a drugi to niewielkie odleglosci, ktore udaje nam sie w krotkim czasie pokonac.
Miasto naprawde da sie lubic, mieszkanie tutaj na pewno nie jest trudne. Jest to najlepiej funkcjonujaca wielka metropolia w jakiej bylem. Widac ze zakazami i karami nawet Azjatow mozna nauczyc porzadku i regularnosci!:)
Na jutro przewidujemy zwiedzanie wyspy Sentosa, z parkami rozrwyki i zoo oraz dzielnice Chinatown, ktora zostala nam zachwalona przez kasie i Stasia. Natomiast pod wieczor zbieramy sie na lotnisko i zaczynamy powrot do Polski - dobre parenascie godzin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz