14 lipca 2011

Gili Islands!!






Rezerwat ochrony zolwi na Trawangan

Ogolnie na plazach byly tlumy;)


Kolacyjka


Niestety wczoraj musielismy oposcic wysepki Gili, az zal bylo wyjezdzac - wydaje mi sie ze zdjecia w sumie wszystko mowia, ale pokrotce przytocze cos sie przez te 3 dni dzialo : plazowanie- snorklowanie - na koalcje seafood - plazowanie - snorklowanie -na kolacje seafood itd:D do tego nalezy jeszcze wrzucic spacery wokol wyspy i jednodniowa wycieczke na snorkling po pobliskich mniejszych wysepkach. BYly to dni blogiego lenistwa i nicnierobienia.Pogoda byla kapitalna - sloneczko i troche wiaterku, ktory momentami przynosil ochlode. Wystarczylo tylko na pare metrow wejsc do wody i od razu mozna bylo spotkac zowlie wodne i roznego rodzaju ryby rafowe. Oprocz tego znalezlismy nocny market na ktorym sprzedawano i przygotowywano swiezo wylowione ryby i owoce moza, po smiesznie niskich cenach , np caly kalmar z ryzem i warzywami za 17 zl - niebo w gebie!!)
Wyspy Gili sa 3 - male, otoczone rafa, znajduja sie przy brzegu wyspy Lombok( o wiele wiekszej) - my nocowalismy na najwekszej Trawangan. Troche dlatego, ze na ladzie jeszcze zostalismy nastraszeni, ze obecnie na wyspach jest masa turystow i moze byc trudno o nocleg. Okazalo sie ze ze znalezieniem Guesthouse'a nie bylo najmniejszego problemu, mozna bylo dowolnie przebierac w ofercie. Kazdy znalazlby cos dla siebie - polecamy szybkop tutaj przyejzdzac, bo w pobliskim porcie Bangsal buduja terminal dla lodzi miedzynarodowych i w miare dziewicze jeszcze Gili wkrotce moga zmienic sie w wyspy pelno 5 gwiadkowych hoteli - molochow.
Z gili ruszylismy w podroz na Komodo, wybralismy droge lodowo-morksa co okazalo sie raczej sredni wyborem. MIelsimy kolejno przemieszczac sie busem-promem-busem-promem. Niestety piierwszy prom mial opoznienie, pozniej o 12 w nocy pozla nam opona i wymiana zajela 1,5h:/ czego finalem bylo nasze spozniene na ostatni prom na Flores/Komodo. A jak sie okazalo tylko jeden dziennie kursuje, iwec jestesmy uwiezieni w jakiejs dziurze (doslownie!) na koncu swiata, na 1 dzien. Troche nas ta podroz wymeczyla, bo indoenzyjczycy lubua podrozowac z kurami i kogutami ( mielismy darmowy budzik o 4 rano, jak zaczal piac:/) do tego wciskaja maksyamlnie wiele osob do srodka, ciagle dostawiajac w korytarzu krzeselka - ogolnie bylo ciezko i powaznie zastanawaiamy sie nad powrotem samolotem. No coz, takie uroki podrozowania. Mam nadzieje ze jutro uda nam sie juz dotrzec na Komodo...


PS - tym razem wiecej foci z moim udzialem, bo niektorzy narzekali, ze malo;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz