Z mglistego i chłodnego Monteverde udaliśmy sie do Ła Fortuna. Przejazd można było wykonać busem publicznym, co zajmuje 10 h albo wykupić przejazd bus-Łódź-bus,który trwa 3h. Wybraliśmy ta druga,droższa, opcje i zdecydowanie jej nie żałowaliśmy. Była to najbardziej krajobrazowa trasa podczas całego wyjazdu.mpielne góry, przejrzyste jezioro i majestatyczny wulkan Arenal w tle. Arsenał to ostatni czynny wulkan w Kostaryce. Do 2010 pluł jeszcze lawa, w ostatnim czasie wypuszcza tylko dym. Sama okolica wulkanu bardzo nam sie spodobała. Panował tutaj super klimat. Zaraz po przyjeździe udaliśmy sie wygrzać tylko w gorących źródłach, które wypływają spod wulkanu. Pełen chill. Następnego dnia postanowiliśmy zrobić to na co sie od dłuższego czasu czailismy-rafting. W okolicy znajdowała sie rzeka z 3-4 stopniem trudności spływu i taki wybraliśmy. Co prawda początkowo pogoda w ogóle nie dopisywała bo lało, ale na sam spływ sie wypogodzilo i wyszło słońce.mspkyw rewelacja, ekipa organizująca super, swietnie sie z nimi bawiliśmy, a sama walka z falami na pewno na długo zapadnie nam w pamięci. Resztę pobytu poświeciliśmy na odpoczywanie mn przy basenie który znajdował sie w naszym hostelu. Ła Fortuna bardzo nam sie spodobała, będziemy każdemu polecać. Stamtąd ruszyliśmy do San Jose odwieźć Martę na busa do Panamy i tutaj pojawiły sie schody...ale o tym pózniej...






Czytam z wypiekami na twarzy! Super! Pozdrawiamy z Tel Awiwu! :*
OdpowiedzUsuń