lezacy Buddha
glowna ulica Luang Prabang i jezdzace niia tuk-tuki
whiskey Lao Lao z niespodzinka;0
poranny pochodz mnichow
wodospady Kuang Si
Mitch
masaz laotanski
:)
jump!
Laos poki co zachwyca i to w kazdym z mozliwych elementow - zarowno miasto, wies, przyroda, ludzie, jedzenie, religia - wszystko!! Nasz pierwszy dzien w Luang Prabang przeznaczylismy na zwiedzenie miasta, pozwolilismy sobie tez na dluzsze spanie, bo meczacej, dwudniowej podrozy. Miasto, mimo ze jest jednym z 3 najwiekszych w Laosie, jest dosc kameralne, spokojne i z bardzo malym natezeniem ruchu drogowego (odmiana po Wietnamie!!)W samym centrum miejscowosci znajduje sie wzgorze ze swiatynia, z ktorej roztacza sie przepirekny widok na miasto i przecinajacy je Mekong. Pelno jest tez tutaj swiatyn buddyjskich i co sie z tym wiaze-mnichow. Ich ilosc mozna okreslic dopiero po obejzeniu porannej ceremoni, ktora zaczyna sie o swicie, czyli juz ok 5.30 (tak,tak, dalismy rade wstac;)). Wtedy to z wszystkich swiatyn wychodza mnisi, kazdy z nich niesie kosz, do ktorego zbiera podawane przez mieszkancow miasta jedzenie. Mnisi nie zarabiaja pieniedzy, wiec to co dostana musi im wystarczyc za calodzienny posilek. Nad razem wiec ulice Luang Prabang zmieniaja sie w wielki, czerwony orszak mnichow:)
Przystanek w zwiedzaniu polegal na piciu narodowego napoju Laotanczykow, czyli Beer lao, najlepiej w knajpce z widokiem na Mekong:) W Laosie czas plynie bardzo wolno i tak tez przebiegalo nasze zwiedzanie,ktore skonczylismy na nocnym targu rozkladanym na glownej ulicy miasta - pelno tutaj wyrobow rekodzielnuczych, ale jest tez czesc z jedzeniem, na ktorej spozywamy nasze kolacje i opijamy sie przepysznymi shake'ami owocowymi!!
Drugi dzien pobytu postanowilismy spedzic na pobliskim wodoskapdzie Kuang Si, ktory slynie z tego ze jest naprawde widowiskowy - i rzeczywiscie byl - odsylam do zdjec. Sam wodospad mial glownych kondygnacji z basenami w blekita woda, w ktorej plywaly male rybki skubiace naskorek! Wiec oprocz ochlody w wodzie czekala nas tez male FishSPA - mega!! Na samym szczycie byl najwyzszy, mierzacy ok 25 metrow wodospad. Miejsce niesamowite, wiec spedzilismy tam prawie 6 godzin - plazujac, kapac sie, skaczac z lin albo wodospadow do wody lub po prostu pozwalajac "obgryzac sie" malym rybkom;) Ale to jeszcze nie byl koniec atrakcji danego dnia - pod wieczor zafundowalismy sobie masaz laotanski - bardzo mocny, z elemanetami rozciagania i manipulacjami w tkanki glebokie. A taka godzinna przyjemnosc kosztowala nas ... 12 zl od osoby!! (znowu zdzierstwo!). Dzien zakonczylismy kolazja na markecie - ja zjadlem cala rybe grillowana z ziolami (cena tez smieszna, wiec lepiej nie bede podawal).
Osobnym tematem sa ludzie w Laosie - wszyscy usmiechniec, machajacy do turystow, zyjacy swoim tempem. tutaj nikt nie bedzie Ci na sile wciskal jakis pierdol na ulicy, czy poropnowal przejaz tuk-tukiem. Jak cos chcesz to zapytaj - bardzo mi sie to podoba(szczegolnie po 3 tyg w Wietnamie). Jest takie powiedzenie, ze " Wietnamczycy sieja ryz, Kambodzanie obserwuja jak rosnie, a Laotanczycy sluchaja jak rosnie" - bardzo mi sie podoba i idealnie oddaje specyfike tutjeszej ludnosci:)
glowna ulica Luang Prabang i jezdzace niia tuk-tuki
whiskey Lao Lao z niespodzinka;0
poranny pochodz mnichow
wodospady Kuang Si
Mitch
masaz laotanski
:)
jump!
Laos poki co zachwyca i to w kazdym z mozliwych elementow - zarowno miasto, wies, przyroda, ludzie, jedzenie, religia - wszystko!! Nasz pierwszy dzien w Luang Prabang przeznaczylismy na zwiedzenie miasta, pozwolilismy sobie tez na dluzsze spanie, bo meczacej, dwudniowej podrozy. Miasto, mimo ze jest jednym z 3 najwiekszych w Laosie, jest dosc kameralne, spokojne i z bardzo malym natezeniem ruchu drogowego (odmiana po Wietnamie!!)W samym centrum miejscowosci znajduje sie wzgorze ze swiatynia, z ktorej roztacza sie przepirekny widok na miasto i przecinajacy je Mekong. Pelno jest tez tutaj swiatyn buddyjskich i co sie z tym wiaze-mnichow. Ich ilosc mozna okreslic dopiero po obejzeniu porannej ceremoni, ktora zaczyna sie o swicie, czyli juz ok 5.30 (tak,tak, dalismy rade wstac;)). Wtedy to z wszystkich swiatyn wychodza mnisi, kazdy z nich niesie kosz, do ktorego zbiera podawane przez mieszkancow miasta jedzenie. Mnisi nie zarabiaja pieniedzy, wiec to co dostana musi im wystarczyc za calodzienny posilek. Nad razem wiec ulice Luang Prabang zmieniaja sie w wielki, czerwony orszak mnichow:)
Przystanek w zwiedzaniu polegal na piciu narodowego napoju Laotanczykow, czyli Beer lao, najlepiej w knajpce z widokiem na Mekong:) W Laosie czas plynie bardzo wolno i tak tez przebiegalo nasze zwiedzanie,ktore skonczylismy na nocnym targu rozkladanym na glownej ulicy miasta - pelno tutaj wyrobow rekodzielnuczych, ale jest tez czesc z jedzeniem, na ktorej spozywamy nasze kolacje i opijamy sie przepysznymi shake'ami owocowymi!!
Drugi dzien pobytu postanowilismy spedzic na pobliskim wodoskapdzie Kuang Si, ktory slynie z tego ze jest naprawde widowiskowy - i rzeczywiscie byl - odsylam do zdjec. Sam wodospad mial glownych kondygnacji z basenami w blekita woda, w ktorej plywaly male rybki skubiace naskorek! Wiec oprocz ochlody w wodzie czekala nas tez male FishSPA - mega!! Na samym szczycie byl najwyzszy, mierzacy ok 25 metrow wodospad. Miejsce niesamowite, wiec spedzilismy tam prawie 6 godzin - plazujac, kapac sie, skaczac z lin albo wodospadow do wody lub po prostu pozwalajac "obgryzac sie" malym rybkom;) Ale to jeszcze nie byl koniec atrakcji danego dnia - pod wieczor zafundowalismy sobie masaz laotanski - bardzo mocny, z elemanetami rozciagania i manipulacjami w tkanki glebokie. A taka godzinna przyjemnosc kosztowala nas ... 12 zl od osoby!! (znowu zdzierstwo!). Dzien zakonczylismy kolazja na markecie - ja zjadlem cala rybe grillowana z ziolami (cena tez smieszna, wiec lepiej nie bede podawal).
Osobnym tematem sa ludzie w Laosie - wszyscy usmiechniec, machajacy do turystow, zyjacy swoim tempem. tutaj nikt nie bedzie Ci na sile wciskal jakis pierdol na ulicy, czy poropnowal przejaz tuk-tukiem. Jak cos chcesz to zapytaj - bardzo mi sie to podoba(szczegolnie po 3 tyg w Wietnamie). Jest takie powiedzenie, ze " Wietnamczycy sieja ryz, Kambodzanie obserwuja jak rosnie, a Laotanczycy sluchaja jak rosnie" - bardzo mi sie podoba i idealnie oddaje specyfike tutjeszej ludnosci:)
Wodospady cudowne, zazdroszczę..., buziaki
OdpowiedzUsuńja zazdroszczę masażu :)
OdpowiedzUsuńPłaciłeś w złotówkach? ;) hehehe a tak na serio to wodospad jest bajeczny!!!
OdpowiedzUsuńWow!! Niebo na ziemi. Az chce sie tez posluchac jak rosnie ryz;) - Brzostyy
OdpowiedzUsuń