skalki
moja kajutka - bylo znosnie;)
Ostatnie dwa dni w Wietnamie, juz z Cyprianem i Marta, spedzilem na Ha Long Bay plywajac przez ten czas po zatoce. Byl to wyjazd zorganizowany przez biuro turystyczne, gdyz zwiedzanie zatoki na wlasna reke jest bardzo trudne. Nie ma bowiem mozliwosci wynajecia malej lodzi dla mniejszej liczby osob - zdanym sie jest na zorganizowane wyjazdy, ktore tez swoje kosztuja. No ale coz - byz w Wietname i nie zobaczyc Ha Long Bay to jak byc w Watkanie i nie zobaczyc papieza. Zatoka bedaca na liscie UNESCO, uznawana jest za jeden znowych cudow swiata, wiec musielismy tam dotrzec. Caly rejs wspominac jednak bedziemy bardzo pozytywnie. Po pierwsze dlatego, ze udalo mi sie wybrac naprawde solidne biuro organizujace wyjazd, co nie bylo dosc latwe, gdyz w Hanoi, gdzie dokonywalem zakupu, owych biur bylo pelno, z czego polowa pod tak sam nazwa, podszywajaca sie pod slynne z jakos Sinh Cafe Tourist Office. Na roznych forach i w przewodnikach ostrzeganop, przed przepelnionymi lodziami, obskurnymi warunkami czy wieziennymi porcjami zywieniowymi. Nas zadna z tych przykrych rzeczy nie spotkala-mielismy bardzo fajna lodz, z pomocna zaloga, malo ludzi na statku, dobre jedzenie i przyjemne kajuty:) Jedyne co nas wymeczylo to pogoda - pochmurna piewrwszego dnia, zprzelotnym deszczem, ale z drugiej strony temperatura siegajaca 37 stopni i wilgotnoscia bliska 100%. Po prostu sie z nas lalo, dlatego z uteksnieniem czekalismy wieczora - kiedy mia;a byc kapiel w morzu:) Duga z przyczyn byla sama zatoka, ktora naprawde jest przepiekna i malownicza. Mnie sie najbardziej podobala pod wieczor, kiedy zachodzilo slonce, wokol panowala przyjemna cisza, powietrze zrobilo sie chlodniejsze, a nasz statek powoli przemiszczal sie pomiedzy zatopiopnymi w morzu Chinskim skalami w kierunku mijesca zarzucenia kotwicy na nocny spoczynek - po prostu bajka!! Bardzo fajne bylo tez skakanie do wody z najwyzszego pietra statku (ok 10m) do morza i kapiel po calym dniu w niemilosiernym upale! Drugi dzien na lodzi rozpoczalem od porannej kapieli w morzu i pozniejszego sniadani na lodzi - nastepnie jeszcze przez 2 godziny krazylismy po zatoce podziwiajac widoki i ostatecznie skierowalismy sie do portu, gdzie zjedlismy lunch i wsiedlismy do autobusu powrotnego do Hanoi.
Tam na miejscu mielismy tylko 30 minut zeby zrobic jakiekolwiek zakupy, gdzys juz o 18 odjezdzal nasz autobus do Laosu, a konkretniej do Luang Prabang. 28 godzinna podroz miala sie skonczyc dopiero pod wieczor nastepnego dnia. Pisze tego posta co oznacza, ze przezylem (chyba ze ktos sie pode mnie podszywa;)), ale momentami bylo ciezko. Noc jeszcze udalo mi sie przespac, bo dosc szybko zajalem jedno z miejsc, gdzie mozna bylo sie rozlozyc i przestrzeni bylo wiecej niz przy pozostalych siedzeniach, jednak dlugosc jazdy i ilosc zakretow w samym Laosie, ktory praktycznie w 100% jest gorzystym panstwem dala sie porzadnie we znaki.
Co od razu rzucilo sie w oczy po przyjezdzie do nowego kraju - wieksza bieda, wiekszy spokoj, duzo zieleni, pelno mnichow i leniwa atmosfera - czyli ogolnie nam sie podoba:) Dzisiaj zwiedzilismy miasto, jutro w planach wodospady a pojutrze chcemy jechac do osrodka opiekujacego sie sloniami, gdzie przez caly dzien kazde z nas bedzie mylo, karmilo i "wyprowadzalo na spacer" swojego slonia - juz sie nie moge doczekac!!
ten etap podróży podoba mi się najbardziej!!:) a co robi zdjęcie z Jaskini Niedźwiedziej w tym wpisie? :P
OdpowiedzUsuńwidoki piękne, wspaniałej dalszej podróży
OdpowiedzUsuńTeż chcę mieć swojego słonia ;)
OdpowiedzUsuńA pamiętasz jakie to biuro i ile płaciłeś??
OdpowiedzUsuńjak możesz napisz na maila rafikwet@o2.pl