19 czerwca 2012

Hanoi - w stolycy!

                                            slynna kafejka
                                 fundosze sie koncza, trzeba dorobic - ananasy to intratny business;)

                                          Hoa Lu wiezienie
                            moze chicken'a?
                                       panta rei!
 

   Okazuje sie, ze w Wietnamie nawet najwieksze, kilkumilionowe miasta potrafia byc bardzo klimatyczne. Chyba dochodze do wniosku, ze wszystko co jest choc troche kolonialne mi pasuje. Tak samo bylo z Hoi An, podobnie jest w Hanoi. Cala centralna czesc miasta i okolice polozonego w niej jeziora sa utrzymane w takim wlasnie klimacie, jako sposcizna po urzedujacych tutaj Francuzach (oui!!)
  Wczorajszy dzien po przejezdzie z Ninh Binh nalezal do raczej leniwych - ostatecznie w hostelu ulokowalem sie okolo 14, wiec mialem pare godzin do zmierzchu, zeby poszwedac sie po miescie. Hanoi najprzytjemniej poznaje sie, pozwalajac sie sobie po prostu zgubic. Cala Old Quater jest naprawde ciezka do ogarniecia jesli chodzi o lokalizacje ulic, wiec po paru bledach stwierdzilem, ze ide gdzie mnie nogi poniosa, po prostu co jakis czas bede sprawdzal, gdzie mniej wiecej jestem, zeby tez za bardzo nie oddalic sie od hostelu. Decyzja okazala sie trafna, bo super mozna bylo poczuc klimat miasta, nie zawracaja sobie glowy mapami itd, a przy okazji przypadkiem trafic w fajne miejsca. Jak na prtzyklad kafejka,w ktorej przesiadywala i jadala sniadania Catherine Deneuve w czasie krecenia filmu "Indochina". Przed przyjazdem do stolicy, przeczytalem w przewodniku rozdzial o miescie, byl tam tez pdopunkt o slynnej w calym Wietnamie "hanojskiej" kawie, byla miedzy innymi przytoczona ta kawiarnia, ale wcale nie zamierzalem tam trafic. Po prostu mial to byc chwilowy przystanek na orzezwienie,ale jak zobaczylem wielki plakat z filmu na scianie i zdjecie z podpisem aktorki cos mnie ruszylo, zeby sprawdzic nazew w przewodniku:) a kawa byla na prawde w porzadku:)
  Dzisiaj juz za to bylo konkretniejsze zwiedzanie. Do mauzoleum Ho Chi Minha co prawda nie doszedlem, bo jest otwarte tylko do 11, czego wczesniej nie sprawdzilem; moze jutro...  Za to obszedlem dokladnie Old Quater, French Distrikt, bylem w wieznieniu Hao Lu, w ktorym Francuzi przetrzymywali wszystkich rewolucjonistow, w tym wiele kobiet. Byloto najwieksze w tamtych czasach wiezienie w Indochinach. Zwiedzilem tez Swiatynie Literatury, ale chyba z racji na ilosc widzianych przeze mnie juz buddyjskich swiatyn i tlumy turystow (glownie japonczykow, cholernie irytujacych) jakos nie wywarla na mnie wiekszeg wrazenia. Na koniec bylem w Museum of fine arts, ktore wuazam, ze na azjatyckie warunki naprawde robi wrazenie. Liczba eksponatow jest spora i zawiera miedzy innymi datowane na 7tys przed nasza era narzedzia z epoki brazu. Po takim spacerze (ok. 15 km) nogi wlazily mi do d$#@, wiec wrocilem do hostelu wziac prysznic i troche odsapnac przed wieczornym wyjsciem na kolacje i internetowanie. I akurat na zlosc pod wieczor rozszalala sie monsunowa ulewa, na ulicahc wody po kolana, wiec za daleko nie zaszedlem. Zjadlem  w najblizszej ulicznej knajpie i caly mokry wrocilem do hostelu.
   Ostatnie dwa dni byly tez torche organizacyjne. Musialem pohcodzi po roznych kompaniach i potargowac ceny wyjazdu do Ha Long Bay i przejazd do Laosu, tak zeby na przyjazd Cypriana i Marty mnie wiecej wszystko bylo gotowe-jakos udalo sie to ogarnac, wiec spokojnie moga przylatywac. A ja jutro ruszam w gory do Sapy(znowu nocny sleeper bus), pochodzic troche po gorkach i zobaczyc ludnosc H'mongow.

5 komentarzy:

  1. chcę taki kapelusz!! i świeżego ananasa... mniam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Więzienie mi się spodobało...nie takie straszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozdaja tam darmowe pobyty SPA - zaprzaszam;)

      Usuń
    2. z cyklu, poczuj się jak było kiedyś? hehehe interesting...

      Usuń
  3. ale kurak bleeee:( ale za to uwielbiam ten kontrast wzrostu na zdjeciu z pineapple:D

    OdpowiedzUsuń