PS2
Vang jest jest znana jako miejscowosc, w ktorej mozna sie dobrze pobawic. Z calej Azji Pld-Wsch. sciagaja tutaj tlumy podorzujacych z zamiarem zrelaksowania sie, poimprezowania i zaliczenia slynnego "tubingu". My na pobyt tutaj przeznalczylismy sobie niecale 2 dni, jednak z powodu malego opoznienia naszego busa z Luang Prabang dojechalismy tutaj dopiero ok 17, wiec wlasciwie tylko przeszlismy sie po miescie. A owo spoznienie wynikalo z tego, ze standardowo wyjazd sie przesunal o 30 minut, potem pan kierowca chcial zrobic skrot przez budowana dopiero droge szybkiego ruchu, jednak nie dowiedzial sie wczesniej czy jest ona przejezdna, i tak po 40 min podorzy musielismy zawracac, bo droga byla zasypana. Poniej jeszcze byl pobyt na stacji benzynowej i podwojne zawracanie z nowej trasy po telefonach od niewiadomych osob. Tak wiec LP oposcilismy 2h pozniej, niz powinnismy i do tego musielimsy jechac dluzsza droga. Azja:)
Jesli chodzi o samo Vang Vien to jhako miejscowosc nie ma prawei nic do zaoferowania, wszystko co jest tutaj ciekawqe znajude sie poza wioska - my z racji ograniczenia nam tu czasu musielismy mocno sie sprezac, zeby w ciagu jednego dnia zrobic wszystko co tu zaplanowalismy. Tak wiec juz o 7 rano pobudka, wynajecie skuterow i w droge na objazd po okolicy - zobaczylismy jedna sporo jaskinie, ktora znajdowala sie w srodku wapiennej gory, ktorych pelno w okolicach Vang Vieng. U jej podnoza znajdowala sie opisywana w przewodnikach "blue lagoon", ktora ostatecznei okazala sie strumykiem z brazowa woda:) nastepnie zrobilismy sobie spacer przez pola ryzowe i drugi w kierunku wodospadu, do ktorego jednak nie udalo nam sie dotrzec, bo most na rzece, za ktora znajdowal sie wodospad rozkladany jest tylko w czasie pory suchej;) ale najwazniejsze ze pojezdzilismy po okolicy i zobaczylismy piekne krajobrazy:)
Okolo godziny 14 zostawilismy skutery i razem z Cyprianem wybralismy sie na tubing - czyli splyw na detce Mekongiem, na dystansie ok,4 km. Polega to na tym ze w jednym miejscu wynajmuje sie detke, potem tuk-tuk zawozi Cie na start splywu i plynac "jestes wylawiany" przez ludzi pracujacych w znajdujacych sie nad rzeka barach - tam czestuja Cie darmowymi shotami, mozna pograc w beer-ponga, siatkowke, wziac udzial w konkursie Whiskey-snake czy poskakac ze skoczni do rzeki. W niektorych miejscach bylismy nawet czestowani tzw. "bucket'ami" mczyli kubelkami z whiskey, cola, redbullem i lodem:) Ogolnie miejsce jest smieszne - mozna sie naprawde dobrze pobawic, poznajesz ludzi z calego swiata, a sam splyw detka to tez frajda, szczegolnie jesli wezmie sie pod uwage zapierajace dech w piersiach widoki okolicznych klifow i gor! A Laotanczycy przy tym swietnie zarabiaja, ich celem jest po prostu jak najszybsze spicie turystow, zeby szybko zaczeli sami wydawac pieniadze na alkohol. Do tego jesli ktos nie zdazy do 18 oddac detki, zabierana jest mu kaucja. My zdazylismy 3 minuty przed czasem:) Wiekszosc ludzi doplywa po ciemku i... po pijaku;) Kasy mozna tam wydac sporo albo tak jak my bardzo malo - bom szczerze powiedziawszy ilosc darmowych shotow czy kubelkow jest taka, ze naprawde mozna sie swietnie bawic i tylko ktos kto chce sie porzadnie zniszczyc kupuje tam wiecej alkoholu:) My dotarlismy o wlasnych nogach:)
Wieczorekim poszlismy jeszcze posiedziec w jednej z knajpek na "imprezowej wyspie" na Mekongu, znajdujacej sie praktycznie w centrum VV ( cos w klimacie wyspy Slodowej).
Ogolnie Vang Vieng trzeba ocenic jako swietne miejsce na pare dni relaksu i "zapomnienia" w czasie podrozy. Choc musze przyznac, ze czasem przykro bylo patrzec na niektorych bialasow jak wracali z tubingu...:)
PS - tomorrow Bangkok;)
| widok z balkonu hostelu - warunki ogolnie "chamskie" jak to ktos okreslil;) cena 4dol/os |
| Lao beer musialo byc:) |
| znowu biala strzala;) |
| okolice Vang Vieng (podobno najlepsze miejsce w Azji do wspinaczki) |
Vang jest jest znana jako miejscowosc, w ktorej mozna sie dobrze pobawic. Z calej Azji Pld-Wsch. sciagaja tutaj tlumy podorzujacych z zamiarem zrelaksowania sie, poimprezowania i zaliczenia slynnego "tubingu". My na pobyt tutaj przeznalczylismy sobie niecale 2 dni, jednak z powodu malego opoznienia naszego busa z Luang Prabang dojechalismy tutaj dopiero ok 17, wiec wlasciwie tylko przeszlismy sie po miescie. A owo spoznienie wynikalo z tego, ze standardowo wyjazd sie przesunal o 30 minut, potem pan kierowca chcial zrobic skrot przez budowana dopiero droge szybkiego ruchu, jednak nie dowiedzial sie wczesniej czy jest ona przejezdna, i tak po 40 min podorzy musielismy zawracac, bo droga byla zasypana. Poniej jeszcze byl pobyt na stacji benzynowej i podwojne zawracanie z nowej trasy po telefonach od niewiadomych osob. Tak wiec LP oposcilismy 2h pozniej, niz powinnismy i do tego musielimsy jechac dluzsza droga. Azja:)
Jesli chodzi o samo Vang Vien to jhako miejscowosc nie ma prawei nic do zaoferowania, wszystko co jest tutaj ciekawqe znajude sie poza wioska - my z racji ograniczenia nam tu czasu musielismy mocno sie sprezac, zeby w ciagu jednego dnia zrobic wszystko co tu zaplanowalismy. Tak wiec juz o 7 rano pobudka, wynajecie skuterow i w droge na objazd po okolicy - zobaczylismy jedna sporo jaskinie, ktora znajdowala sie w srodku wapiennej gory, ktorych pelno w okolicach Vang Vieng. U jej podnoza znajdowala sie opisywana w przewodnikach "blue lagoon", ktora ostatecznei okazala sie strumykiem z brazowa woda:) nastepnie zrobilismy sobie spacer przez pola ryzowe i drugi w kierunku wodospadu, do ktorego jednak nie udalo nam sie dotrzec, bo most na rzece, za ktora znajdowal sie wodospad rozkladany jest tylko w czasie pory suchej;) ale najwazniejsze ze pojezdzilismy po okolicy i zobaczylismy piekne krajobrazy:)
Okolo godziny 14 zostawilismy skutery i razem z Cyprianem wybralismy sie na tubing - czyli splyw na detce Mekongiem, na dystansie ok,4 km. Polega to na tym ze w jednym miejscu wynajmuje sie detke, potem tuk-tuk zawozi Cie na start splywu i plynac "jestes wylawiany" przez ludzi pracujacych w znajdujacych sie nad rzeka barach - tam czestuja Cie darmowymi shotami, mozna pograc w beer-ponga, siatkowke, wziac udzial w konkursie Whiskey-snake czy poskakac ze skoczni do rzeki. W niektorych miejscach bylismy nawet czestowani tzw. "bucket'ami" mczyli kubelkami z whiskey, cola, redbullem i lodem:) Ogolnie miejsce jest smieszne - mozna sie naprawde dobrze pobawic, poznajesz ludzi z calego swiata, a sam splyw detka to tez frajda, szczegolnie jesli wezmie sie pod uwage zapierajace dech w piersiach widoki okolicznych klifow i gor! A Laotanczycy przy tym swietnie zarabiaja, ich celem jest po prostu jak najszybsze spicie turystow, zeby szybko zaczeli sami wydawac pieniadze na alkohol. Do tego jesli ktos nie zdazy do 18 oddac detki, zabierana jest mu kaucja. My zdazylismy 3 minuty przed czasem:) Wiekszosc ludzi doplywa po ciemku i... po pijaku;) Kasy mozna tam wydac sporo albo tak jak my bardzo malo - bom szczerze powiedziawszy ilosc darmowych shotow czy kubelkow jest taka, ze naprawde mozna sie swietnie bawic i tylko ktos kto chce sie porzadnie zniszczyc kupuje tam wiecej alkoholu:) My dotarlismy o wlasnych nogach:)
Wieczorekim poszlismy jeszcze posiedziec w jednej z knajpek na "imprezowej wyspie" na Mekongu, znajdujacej sie praktycznie w centrum VV ( cos w klimacie wyspy Slodowej).
Ogolnie Vang Vieng trzeba ocenic jako swietne miejsce na pare dni relaksu i "zapomnienia" w czasie podrozy. Choc musze przyznac, ze czasem przykro bylo patrzec na niektorych bialasow jak wracali z tubingu...:)
PS - tomorrow Bangkok;)
fajne!
OdpowiedzUsuń