Yo!
Wlasnie dotarlem do Manili, mam troche szybsze lacze - tu juz sa;) to troche wiecej napisze.
Hong Kong jako miasto malo mi sie podobal, nie umywa sie do njujorku, ladniejsze sa okoliczne wypsy, ktore troche przypominaly mi Hawaje. Wracajac do miasta to wszytsko tam smierdzi, chinczycy ktorzy mieli znac swietnie angielski rzadko kiedy wiedzieli o co chodzi... Podobalo mi sie w sumie jedynie nadbrzeze, opera i widoczki wieczorem, no i mieli tez dobre zarcie:) Kasy za duzo nie trzeba bylo tam wydawac, chociaz zeny dosc porownywalne jak w Polsce, ale mozna tez znalezc ulice ze sklepami Diora, Chanel itd gdzie mozna ostro poplynac z kasa - aha jeszcze jedna rzecz mi sie podobala, styl mubierania mlodych hong-konczykow(?), czesto zabawanie i z pomyslem, a furore robia tu ciagle kalosze, ktore nosza do wszytskiego - faceci tez
Ostatnia noc w Hong Kongu zostala spedzona na lotnisku, bo samolot na Filpiny mielismy z samegio rana i wlasciwie nie bylo zadnego normalnego polaczenia, zeby rano dojechac, wiec pospac nie pospalem, do tego mamusia musiala zadzwonic o 3 w nocy, bo dalej nie rozumie ze trzeba dodac 7 h do czasu Polskiego;)
Ogolnie Hong-Kong okazal sie ciekawym doswiadczeniem, chociaz za bardzo mnie nie urzekl. Troche obawiam sie ze w drodze powrotnej , kiedy to mamy znowu postoj w HK (5dniowy), mozemy sie troche nudzic... ale to dopiero za 40 dni:D
NO i w koncu ntroche fotek:D
schaby ci ziomek widac na ostatniej fotce
OdpowiedzUsuńto pierwsze jest zaje.....fajne :) trzym sie i uwazaj na dzikie bestie. Pozdro dla szynszylowskich, BUZIOLE...marzaplaza
OdpowiedzUsuń