Ostatnie dwa dni spedzamy juz znowu w Salwadorze. Z copan przejechalismy busem do miejscowosxi Santa Ana. Po przyjezdzie zdazylismy jeszcze obejrzec miasto i po nim pospacerowac. Wywarlo na nas nadspodziewanie dobre wrazenie. Jest bardzo autentyczne i pelne tutejszego folkloru. Malo turystow tutaj przyjezdza i to ewidentnie widac. Wszyscy sie za nami ogladaja. Lubie takie pozytywne zaskoczenia jesli chodzi o miejsce, ktore mialo byc tylko nasza baza wypadowa na zwiedzanie wulkanu i takiej samej miejscowosci jak miasto. Wypad na wulkanymokazal sie bardzo udany, zorganizowany prawie calkowicie we wlasnym zakresie. Dojechalismy na miejsce chicken busami za 0,90 dolara, wstep do parku tez kosztowal grosze. Jedynum szkopulem okazalo sie to ze za wulkan mozna wejsc tylko w obstawie przewodniką i dwoch policjantow (sic!). Sam trekking trwal okolo 2h w kazda strone a to co nas spotkqlo na szczycie wulkanu -przepiekne. Wystarczy spojrzec na zdjeciea. Podczas trekkingu ponadto ciagle mielismy widok na sasiedni wulkan Izalco, ktory wyglada jak wwyjety z pocztowki. Poki co Salwadormodbieramy zdecydowanie na plus. Po samym przyjezdzie do stolicy nie mielismy okazji lepiej poznac miejsca. Z reszta jak to zazwyczaj bywa-prowincja jest znacznie bardziej ciekawa...:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz