30 października 2014

Lanquin/Semuc Champey




  Z okolic Lago Atitlan do Lanquin mielismy jechac ok 8 godzin,lecz podroz ostatecznie trwala 12 godzin. Powoli zaczynamy sie juz przyzwyczajac do tego ze kazdy przejazd ma okolo4-5godzinny poslizg.
Lanquin ma byc nasza baza wypadowa do Semuc Champey,gdzie znajduja sie jaskinie oraz slynne w Gwatemali tarasy wodne, podobne do chorwackich jezior Plitwickich. W Lanquin zatrzymalksmy sie w osrodku El Retiro,umiejscowionym nad sama rzeka i skladajacym sie z parunastu drewniano-bambusowych chatek. Zarowno my jak i inni mieszkancy osrodka z ktorymi rozmawialismy mieli licznych towarzyszy w pokojach typu zaby, karaluchy, gekony. Ale z racji na lokazliacje w srodku dzungli cieko sie temu dziwic-mimo to osrodek byl bardzo fajny i posiadal rewelacyjna kuchnie, ktora codziennie serwowala pyszne kolacje w postaci bufetu. Zwiedzanie okolicznych atrakcji postanowolismy zrohic w formie zorganiozwanego tour'u i byl to strzal w dziesiatke. Bylo bardzo intensywnie i ekstremalnie. Zaczelismy od jazdy przez dzungle na pace pick'upa,potem bylo eksplorowanie jaskini,splyw detkami po rzece,skakanie z mostu, trekking na punkt widokowy i na koniec plywanie w naturalnych basenach. Najbardziej ekstremalne bylo przejscie przez jaksinie.mkazdy uczestnik dostawal swieczke i...tyle;) bez kasku czy innych zabezpieczen. Szlo sie przez rwaca rzeke plyncaca przez jaksinie, wspinala po drabinkach gdy na glowe padal Ci wodospad. Trzeba bylo mocno walczyc zeby nurt Cie nie porwal. Wszyscy skonczyli z poobcieranymi kolanami i lokciami-najbardziej poszkodowana chyba Magda. Ja natomiast prawie skonczylem te eskapady bez mojej kamerki Gopro-podczas skoku do wody wmjednym z miejsc spadla mi ona z glowy i przy tak szybkim nurcie oraz calkowitcyh ciemnosciach bylem pewny ze juz po sprzecie. Zdazyl sie jednak cud -zatrzymala sie ona naszemu przewdonikowi na stopie i zdolal ja wyciagnac. Najgorsze bylo to ze wszystkie zdjecie na niej byly...cuda sie jednak zdazaja...  Po takim dniu wszyscy byli padnieci,ale dostarczyl on nam niesamowitych wrazen. Magda jednakm delikatnie poprosila o spokojniejsza reszte wyjazdu;) mimo tego ze obie z Maja sobie swietnie poradzily. Jedyne czego Maja nie zrobila to skok z 12m mostu - totalnie tego z Michalem nie rozumielismy...;)uuczestnicy wyprawy nagminnie prosza o wspominanie o nich w postach,wiec teraz bede sie staral to poprawic:)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz