31 października 2014

Flores/Tikal







 
 
Podroz do Flores z Lanquin standardowo musiala przebiec nam z powiklaniami-taka nasza mala tradycja na tym wyjezdzie. Po 5 godzinach w trasie okazalo sie ze droga,ktora mielismy dojechac do regionu Peten zostala podmyta przez ulewne deszcze i sie...zawalila...jedyna mozliwosci objazdu wydluzala nam czas podrozy o 5godzin. Nie mielismy jednak innego wyjscia i ostatecznie we Flores zamiast godziny 15 bylismy o 20. Kompletnie padnieci podjelismy decyzje, ze jutro mamy dzien leń i na swiatynie Tikal pojedziemy dopiero pojutrze. Caly dzien po przyjezdzie minal nam na niespiesznym szwedaniu sie po okolicy, wycieczce lodzia wokol wyspy Flores (miejscowosc w ktorej sie zstrzymalismy znajduje sie na wyspie posrodku jeziora, prowadzi do niej tylko krotki most i jest popularnym miejscem wypadowum dla podrozujacych chcacych zwiedziec oddalony o ok 60km kompleks swiatyn Majow w Tikal), zaliczeniu pobliskich supermarketow (Maja chciala;) oraz drinkowaniu nad brzegiem jeziora. Wieczorkiem przekasilismy conieco na straganach rozgladajacych sie o tej porze dnia w okolicy promenady otaczajacej jezioro, a pozniej wrocilismy do naszego hostelu,gdzie sie jeszcze troche pobawilismy na imprezie. A hostel sam w sobie jest rewelacyjny-jedno z najlepszych miejsc do ktorych do tej pory trafilismy. Hostel Los Amigos to typowe miejsce spotkan plecakowiczow, z duza czescia wspolna w ktorej sie je, bawi, rozmawia o przebytych trasach itd. Jedna wielka komuna. Nasze pokoje tez byly nietypowe, bo spalismy w domkach na drzewie;) super miejsce, polecamy kazdemu! Kolejny dzien to bylo juz zwiedzanie swiatyn w Tikal, wyjazd rozpoczelismy o 8 ran, na miejscu bylismy przed 10 i do 15 ogladalismy pozostalosci swiatyn Majow. Przewodnika mielismy takiego, zebardziej zalezalo mu na pokazaniu nam kolejnego tukana czy dzieciola niz opowiadaniu o zabytkach. Ale w tym wszystkim byl tak  pozytywny ze nikt mu nie zwracal uwagi. A same swiatynie zachowane w troche gorszym stanie niztte w meksykanskim Chchen Itza, wiekszosc z nich dopiero w trakcie renowacji. Dopiero w 1840 roku, po prawie 1000lat od porzucenia przez kulture Majow, zostaly one odkryte. Dzika dzungla porastajaca tutejsze tereny calkowicie pozarla budynki, dlatego odgurzowanie i odkopanie wiekszosc zabytkow zajmie jeszcze troche. A sam kompleks jest ogromny, my widzielismy tylko 23 procent budynkow,ktore poki co zostaly odkryte. Pozostala czesc ciagle lezy gdzies pod konarami 40m drzew...podsumowaujac bylismy zadowoleni z wypadu, zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia. Kolejnego dnia o 5 rano ruszamy dlaje w podroz-tym razem na dlugo oczekiwane przez Magde plazowanie do Belize.


3 komentarze:

  1. Madzia szczęśliwa że mogła poleżeć na długo wyczekiwanej przez nią plaży;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skandal i pomówienie z tym supermarketem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepiej wszystko zrzucić na Magde .

    OdpowiedzUsuń