s
Po dlugotrwalej i meczacej podrozy dotarlismy dzisiaj ok godsziny 16 do Yogyakarty - popularnie Yogyi. Jak sie wczesniej okazalo, jeden dzie w KL to i tak byl dla nas za duzo, zabytkow tam wielu sie nie uswiadczy. Jednak wszyscy wyjezdzali zadowoleni, glownie ze wzgeldu na walory kulinarne, ktorych mozna bylo doswiadczyc na ulicach miasta. Mielismy swoja ulubiona knajpke samoobslugowea u babci Chinki, ktroa szczegolnie zachwycila nas swoimi Pop Chop'ami - kurczakiem podawanym w panierce i sosie miodowym.
Ok godziny 18 zebralismy sie na lotnisko i do Jakarty wylecielismy ostateczni z godzinnym opoznieniem, co nam akurat bylo na reke, bo na miejsce dolatywalismy po polnocy, przez co nasza wyrabiana na miejscu wiza turystyczna starczy akurat na 30 dni pobytu w Indonezji. Po przylocie 3h czekalismy na lotnisku, zeby zlapac pierwszy autobus do miasta, odjezdzajacy o 5. Dojechalismy nim do dworca Gambir, lecz nie udalo nam sie tam kupic biletow do Yogyi, wiec udalismy sie na kolejny dworzec, gdzie juz sie nam poszczescilo i o 7 siedzielismy w pociagu jadacym do Yogyakarty - podroz to byla dosc meczaca, glownie ze wzgledu na duchote i niewyspanie, ale jakos dalismy rade.
Jak do tej pory Indonezja i Indonezyjczycy sa przez nas pozytywnie odbierani - na pewno jest tu bardziej egzotycznie niz w Malezji/ Singapurze - czasami zalatuje Indiami. Ludzie sa jednak znacznie bardziej zyczliwi i usmiechnieci oraz znacznie szybciej zalapuja co oznacza: " No, thank you". Mysle ze bedzie jeszcze fajniej.
Na jutro planujemy zwiedzanie miasta, pojutrze ruszamy zobaczyc okoliczne swiatynie Prambanan i Borobudur, a pozniej jedziemy na 3 dniowy objazd po wulkanach Bromo i Kawah Ijen. Relacje wkrotce:)
PS - no i jedzenie jest tutaj swietne, na pewno bedziemy bardziej zadowoleni niz po zeszlorocznym wyjezdzie. Na zdjeciu wyezje wcinam, jakies danie kupione w pociagu - z fasolka, :lady fingers", ryzem, jajkiem oraz innym zielskiem - calkiem calkiem:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz