Po przylocie z Medellin do SanSan
ta Marty udaliśmy sie taksówka do małej miejscowości backpackerskiej Taganga. Znajduje sie ona ok 5km od Santa Marty, która podczas przejazdu sprawiała mało pozytywne wrażenie-ulice klepiska, sporo bezdomnych, syf. Wczesniej znaleźliśmy nocleg w Tagandze na zasadzie: rano, byleby sie przespać i jechać dalej. Nasz pobyt w tej miejscowości wiązał sie tylko i wyłącznie ze zwiedzaniem Parku Tayrona,jednej z najwiekszych atrakcji Kolumbii.
Następnego dnia z rana ruszyliśmy do oddalonego ok 1h jazdy busem wejścia do Parku. Wczesniej trzeba było wysłuchać oczywistego wykładu o ochronie środowiska i parku, pózniej wydać ok 60zl za wstęp (lokalni 10zl, skąd my to znamy) i ruszyć w dżungle. Sam trekking okazał sie dość męczący, po pierwsze z powodu utrzymującego si początkowo skwaru i ogromnej wilgotności a pózniej z powodu ulewy, która dorwała nas w połowie drogi. Trzeba sie było przedzierać przez dżungle po kolana w błocie, przechodzić przez wąskie wąwozy, wdrapywać sie na skaly. Widoki cześciowo rekompensowały ten survival, ale na pewno przyjemniej oglądałoby sie park w słońcu. Po drodze widzieliśmy 3-4 plaże, by na koniec dotrzeć do Cabo San Juan, wg opisów najładniejszej zatoczki, skąd miala nas zabierać Łódź powrotna do Tagangi. Tutejsze plaże sa mocno charakterystyczne, otoczone wielkim kamieniami, niczym słynne plaże na Seszelach. Tylko w niektórych miejscach można sie kapać, podobno z powodu fal. Jak my przechodziliśmy przez Park wydawało sie ze nie sa one aż tak duże, zeby uniemożliwiać kąpiel. W miejscy docelowym można nocować, ale jest to nocleg albo w namiotach albo na hamakach. Po takiej ulewie raczej ni było to przyjemne doznanie. Spotkaliśmy w parku pare Polaków, która planowała tak zrobić, ale okazało sie ze wszystkie hamaki sa pozajmowane, a namioty pozalewane w środku.
Z Cabo San Juan wróciliśmy łodzią do Tagangi i wieczorkiem zjedliśmy pyszna kolacyjkę na plazy. Następnego dnia przejazd do Palomino.
ta Marty udaliśmy sie taksówka do małej miejscowości backpackerskiej Taganga. Znajduje sie ona ok 5km od Santa Marty, która podczas przejazdu sprawiała mało pozytywne wrażenie-ulice klepiska, sporo bezdomnych, syf. Wczesniej znaleźliśmy nocleg w Tagandze na zasadzie: rano, byleby sie przespać i jechać dalej. Nasz pobyt w tej miejscowości wiązał sie tylko i wyłącznie ze zwiedzaniem Parku Tayrona,jednej z najwiekszych atrakcji Kolumbii.
Następnego dnia z rana ruszyliśmy do oddalonego ok 1h jazdy busem wejścia do Parku. Wczesniej trzeba było wysłuchać oczywistego wykładu o ochronie środowiska i parku, pózniej wydać ok 60zl za wstęp (lokalni 10zl, skąd my to znamy) i ruszyć w dżungle. Sam trekking okazał sie dość męczący, po pierwsze z powodu utrzymującego si początkowo skwaru i ogromnej wilgotności a pózniej z powodu ulewy, która dorwała nas w połowie drogi. Trzeba sie było przedzierać przez dżungle po kolana w błocie, przechodzić przez wąskie wąwozy, wdrapywać sie na skaly. Widoki cześciowo rekompensowały ten survival, ale na pewno przyjemniej oglądałoby sie park w słońcu. Po drodze widzieliśmy 3-4 plaże, by na koniec dotrzeć do Cabo San Juan, wg opisów najładniejszej zatoczki, skąd miala nas zabierać Łódź powrotna do Tagangi. Tutejsze plaże sa mocno charakterystyczne, otoczone wielkim kamieniami, niczym słynne plaże na Seszelach. Tylko w niektórych miejscach można sie kapać, podobno z powodu fal. Jak my przechodziliśmy przez Park wydawało sie ze nie sa one aż tak duże, zeby uniemożliwiać kąpiel. W miejscy docelowym można nocować, ale jest to nocleg albo w namiotach albo na hamakach. Po takiej ulewie raczej ni było to przyjemne doznanie. Spotkaliśmy w parku pare Polaków, która planowała tak zrobić, ale okazało sie ze wszystkie hamaki sa pozajmowane, a namioty pozalewane w środku.
Z Cabo San Juan wróciliśmy łodzią do Tagangi i wieczorkiem zjedliśmy pyszna kolacyjkę na plazy. Następnego dnia przejazd do Palomino.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńW końcu udało mi sie opanować komentarze!:)
OdpowiedzUsuńToz przecież nie o fale ale prądy chodzi! Dobrze, ze nie przyszło Wam do głowy włazić do wody!!;)