Z Bogoty przelecieliśmy tutejszymi liniami lotniczymi VivaColombia do Pereiry,jednego z najwiekszych miast strojny zwanego Zona Cafetera a znanego właśnie z uprawy najlepszej na świecie kawy. Nie wiemy czy to styl kolumbijski, ale lot był opóźniony ok 50min, pózniej kolejne kilkadziesiąt minut staliśmy na pasie startowym w kolejce do startu. Sam lot trwał ok 50min. Z Pereiry wzięliśmy busa do Salento. Małej miejscowości górskiej, w której planowaliśmy sie zatrzymać i ma ona byc nasza baza wypadowa na okoliczne atrakcje. W deszczu udało nam sie dotrzeć do zarezerwowanego wczesniej hostelu i wieczorkiem, kiedy przestało padać, poszliśmy zjeść na ryneczek do okolicznych foodtruckow tutejszy specjał-pstrągi. Okazało sie, ze Kolumbijczycy akurat maja długi weekend,zjechało ich dość sporo do miejscowości i z tej okazji pootwieraly sie liczne stragany i budki z jedzeniem.
Następnego dnia mieliśmy plan jechać do Valle do Cocora. Już nam sie wydart
awało ze z racja padającego od nocy deszczu plany trzeba będzie zweryfikować, jednak ok 10 sie przejaśniło i wyszło słoneczko, zatem szybko pojechaliśmy do doliny bardzo popularnym tutaj transportem -jeepami Willys.
Dolina okazała sie rewelacyjna. Słynie ona z wielkich palm woskowych, które dochodzą do wysokości 60m, majestatycznie wznosząc sie pośród zielonych wzgórz Parku Narodoego Los Nevados. Pierwszy etap trasy pokonaliśmy na koniach, co okazało sie nie lada wyzwanie, bo było praktycznie jak wjechanie na koniach na Rysy. Często po pionowych trasach, trawersach i po kolana konia w błocie. Było dużo emocji, a momentami strachu, ale udało nam sie dojechać do końca, gdzie czekało na nas schronisko z dziesiątkami koliberkow. Rewelacyjna sprawa. Wypad zakończyliśmy 2h trekkingiem przez dolinę pełna palm.
Wieczór zakończyliśmy przepysznymi pstrągami z targu i mojito w klubi Mojiteria.
Salento tak nam sie spodobało, ze postanowiliśmy przedłużyć tutaj pobyt o dwa dni i zamiast latać z plecakami po okolicznych miejscowościach, robić jednodniowe wypady do pozostałych atrakcji.
Dzisiaj ruszamy na uprawy kawy tzw Finci.
Następnego dnia mieliśmy plan jechać do Valle do Cocora. Już nam sie wydart
awało ze z racja padającego od nocy deszczu plany trzeba będzie zweryfikować, jednak ok 10 sie przejaśniło i wyszło słoneczko, zatem szybko pojechaliśmy do doliny bardzo popularnym tutaj transportem -jeepami Willys.
Dolina okazała sie rewelacyjna. Słynie ona z wielkich palm woskowych, które dochodzą do wysokości 60m, majestatycznie wznosząc sie pośród zielonych wzgórz Parku Narodoego Los Nevados. Pierwszy etap trasy pokonaliśmy na koniach, co okazało sie nie lada wyzwanie, bo było praktycznie jak wjechanie na koniach na Rysy. Często po pionowych trasach, trawersach i po kolana konia w błocie. Było dużo emocji, a momentami strachu, ale udało nam sie dojechać do końca, gdzie czekało na nas schronisko z dziesiątkami koliberkow. Rewelacyjna sprawa. Wypad zakończyliśmy 2h trekkingiem przez dolinę pełna palm.
Wieczór zakończyliśmy przepysznymi pstrągami z targu i mojito w klubi Mojiteria.
Salento tak nam sie spodobało, ze postanowiliśmy przedłużyć tutaj pobyt o dwa dni i zamiast latać z plecakami po okolicznych miejscowościach, robić jednodniowe wypady do pozostałych atrakcji.
Dzisiaj ruszamy na uprawy kawy tzw Finci.



szkoda, ze tam tak pada:/ ale przynajmniej nie wyglada, zebyscie marzli:) czy Paweł głodzi towarzystwo ?:))
OdpowiedzUsuńTo nie na moje nerwy.
OdpowiedzUsuńWcale tak nie pada, z rana praży a pózniej sie robi pochmurno.Pada głownie w nocy. My już w Medellin.
OdpowiedzUsuń